Koniec Pola – “Cy” (2018)

Czasami zdarzają się płyty, których odsłuchiwanie jest czystą przyjemnością, ale gdy musisz je opisać i przedstawić, nagle brakuje ci słów. Nie wiesz jak opisać magię, którą tam znalazłeś, spora część ciebie nie chce w ogóle tego robić, bo twoja opinia, choćby i najbardziej lakoniczna, zawsze zdradzi kilka sekretów. Cy jest taką właśnie płytą i naprawdę chciałbym już ten tekst skończyć.

Mowa tu o debiucie projektu Koniec Pola. Zawarto tu muzykę eksperymentalną, której budowę dobrze będzie przybliżyć składem i wydawnictwem. A więc, wydaniem Cy zajmie się Devoted Art Propaganda, a do składu należą muzycy między innymi Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi i Licha.

Opis tego albumu jest o tyle trudny, że zamiast racjonalnie posiedzieć nad nim, pomyśleć i rozłożyć na części, momentalnie tonę w stworzonej tu atmosferze i zachwycony chłonę wszystko. Koncept Cy zabierze nas w podróż przez dziwne, powykręcane miejsca, w jakie mogłaby obfitować Reymontowska odpowiedź na Alicję w Krainie Czarów. Sielski klimat wsi, w której gdzieś chowa się lokalny Pennywise, hipnotyzuje i trzyma przez pełne trzy kwadranse bardzo spójnego Cy. Psychodeliczna mieszanka neofolku i grania postnego z biegiem czasu nabiera dziesiątek elementów, tworząc oryginalną, eksperymentalną całość.

Siedzisz i chłoniesz kolejne akty tej sztuki, mijając po drodze szaleńczo-pijackie, mroczniejsze, weselsze fragmenty tej historii, aż w końcu uświadamiasz sobie, że Koniec Pola przypomina nagranie z spektaklu teatralnego. Muzyka fenomenalnie podkreśla teksty, te zaś z kolei brzmią jakby wypowiadał je profesjonalny aktor. Kipią od emocji, są żywe, dużo więcej w nich mowy niż śpiewu. Czasem głosy pojawiają się z lewej lub prawej, czasem z daleka, niekiedy tuż przy uchu, idealnie współgrając z dźwiękami instrumentów. Wśród nich znajdziesz nie tylko gitary, ale też harmonie, harmonijki, piszczałki i sporo rzeczy, które pewnie jeszcze nie mają nazwy, bo zostały stworzone przez samych muzyków. Dzięki temu muzyka jest jeszcze bardziej eteryczna, ulotna i hipnotyzująca.

Myślę, że najlepiej zakończyć recenzję tutaj. To kategorycznie nie jest płyta, którą można dokładnie tłumaczyć i opisywać. Jest na to zbyt nieoczywista i złudna, zbyt napakowana emocjami. Pomimo rosnącej liczby odsłuchów, dalej wciąga tak samo. Jestem zachwycony.

Koniec Pola na Facebooku

Ocena: 10/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , , , .