Kontagion – “KO[R-!-E]” (2017)

“Dziesięć lat na scenie to szmat czasu. Wypadałoby to jakoś uczcić, co nie?” pomyślał bydgoski Kontagion i pod koniec ubiegłego roku zaserwował nam nową EP-kę. Mogliście o nich nie słyszeć, gdyż pomimo szczerych starań ekipa ta jest raczej średnio rozpoznawalna. Co dziwi mnie niezmiennie, bo chłopaki na tle kolejnych, takich samych projektów death lub black, wyróżniają się oryginalnością i indywidualnym podejściem do ekstremy. Niestety mam wrażenie, że KO[R-!-E] niespecjalnie przysporzy im publiki.

Opisywany tu krążek to pięć nowych kompozycji trwających około dwadzieścia minut. EP-ka została wydana przez Infernum Media, a zawarta na niej muzyka jest, jak już wspomnieliśmy, nieczęsto spotykana w metalowej niszy. Na potrzeby tekstu przypnijmy jej łatkę industrial metalu, choć ze względu na mrowie smaczków z innych nurtów, wolałbym nazwać ją po prostu graniem ekstremalnym.

Wspomniałem że Kontagion nie może przebić się do szerszej świadomości. Przypuszczam, że to własnie dlatego, że wymykają się szufladkom i wrzucają do worka wszystko, co tylko zechcą (choć do miszmaszu a’la Maximum the Hormone jeszcze daleko, ciągle mówimy o metalu). Jednocześnie nie jest to miks ognia i wody, jak na przykład Final Exit albo Psudoku. Nowa płyta kontynuuje takie właśnie komponowanie, wystawiając osiem środkowych palców w stronę wszelkiego rodzaju klasyfikacji.  Sporo tutaj ciągot do core’u i prostych, bujających breakdownów, trafi się kilka sampli, czasem zrobi się brutalniej a czasem po prostu dziwnie. Jak na przykład w otwierającym krążek Luddities’ Paradise, gdzie proste motywy będące podstawą numeru przechodzą później w powykrzywianą, świetną solówkę (a potem sławne przemówienie Zbyszka Stonogi, o zgrozo. Znając poprzednie dokonania Kontagionu, nie byłem nawet specjalnie zdziwiony). Neuralgia jest trochę szybsza (i bardzo dobrze!), motyw w połowie numeru bardzo mną pobujał, dodatkowo linia niekrzyczanego wokalu pozytywnie mnie zaskoczyła. Czego już nie mogę powiedzieć o brzmieniu niektórych partii tego numeru (chociażby perkusja, a szczególnie blasty, pod koniec. Albo metronom na początku). Z tym, że w następnym Sentenced To Vegetate z brzmieniem jest już wszystko w porządku, może pomijając odgłos z intra, który brzmi jak nadużywany przez parę nastolatków tapczan. Poza tym, numer jest bardzo na poziomie, także potrafi zabujać, szczególnie w końcówce. Wspomnijmy jeszcze o klimatycznym, niepokojąco-industrialnym KO[R-!-E] na zakończenie, numerze przyjemnym, choć trochę zbyt ciągnącym się.

Zdaję sobie sprawę, że powyższy opis może wydawać się zgoła chaotyczny, ale by odpowiednio tę recenzję odebrać, musicie zrozumieć ile się tu w poszczególnym numerze dzieje. Nie miałbym problemów, by o każdej piosence opowiedzieć w stu-stu pięćdziesięciu słowach, a to przez naprawdę bogaty arsenał zagrywek i form, jakie Kontagion tu umieszcza. Nie wszystkie są trafione (dalej nie mogę przekonać się do chórków, niektóre riffy trwają zbyt długo, zdarzają się przeskoki klimatu i trudne do zrozumienia fragmenty), ale wszystkie tworzą bardzo oryginalną całość. To jednocześnie największy plus i minus tej płyty: z jednej strony nie nudzi, zaskakuje i ciągle się rozwija, z drugiej dalej zdarzają się części, które nie pasują albo do innych motywów, albo do sposobu nagrania. W jednej chwili perkusja mnie odrzuca, w następnej wchodzi jak w masło. Najpierw jestem znużony przeciąganym breakdownem, chwilę później zachwycam się w zupełnie innym stylistycznie motywem. Nigdy nie wiesz, co spotka cię w następnej chwili.

W związku z powyższym nie mogę dać temu albumowi zbyt wysokiej oceny, ale to przecież nie ocena jest najważniejsza, tylko przekazana opinia. A mniemanie o Kontagionie mam wysokie. Bardzo doceniam to, że chłopaki nie dopasowują się do łatwych trendów, tylko robią ekstremę po swojemu. Mam nadzieję, że w końcu uda im się znaleźć konfigurację, która zachwyci świat i wyniesie ich do czołówki. A na chwilę obecną wszystkich zachęcam do zapoznania się z tym projektem.

Ocena: 6,5/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .