Korpse – “Korpse: None So Brutal Edition” (2017)

Zanim zaczniemy, słowo wyjaśnienia: opisywana dziś płyta oryginalnie wyszła cztery lata temu i nazywała się po prostu Korpse. Jako, że wtedy produkcję można było nazwać co najwyżej średnią, po trzech latach zespół do spółki z Rotten Music stwierdził, że wydadzą ją ponownie, tym razem z odpowiednim brzmieniem. Jak wyszło?

Cóż, podtytuł produkcji trochę przesadza, ale tylko odrobinę. Brzmienie jest bardzo ostre i gęste od mięsa, a także wyraźne i poukładane. W odróżnieniu od poprzedniej wersji, ścieżki gitar delikatnie wybijają się na przód, nie na tyle jednak, by przykrywać perkusję czy odpowiednio zdehumanizowany wokal.

Zakładam, że spora część z was nie miała wcześniej styczności z Korpse, więc tłumaczę: mowa tutaj o debiucie holenderskich brutalowców (któż mógłby się spodziewać, prawda?). Płyta zawiera osiem numerów, niecałe dwadzieścia pięć minut, i nieprzypadkowo wyniosła ekipę do pierwszej ligi slamu.

Korpse nie bawi się w półśrodki, momentalnie zaczyna z grubej rury. Faktycznie, od intra, niemniej intro to zmienia się, ma ostre motywy, a użyte tam sample podkreślają tylko przemoc. Fajnie też, że nie są to typowo rozplaćkane odgłosy rwanego mięsa czy innych świństw. Wielkim plusem albumu jest tempo. Zwolnienia, owszem, zdarzają się, jednak większość riffów pruje do przodu jak kreskówkowy diabeł tasmański. Chłopaki skondensowali materiał do dwudziestu minut, przez co natężenie rzeźni cały czas powala. Pełno tutaj bujającego groove’u, duszących walców i blastujących ofensyw. Wszystko wymieszane zostało najlepszych proporcjach i podane w sposób, przy którym niemożliwym jest się tu nudzić. Fireworks cię wybiczuje, More Funerals To Come rozjedzie, School’s Out Shootout zniszczy mocą (zjazd dźwięku w początkowej części tego numeru to prawdziwy killer), a Compilations zapewni złotą mieszankę wszystkiego powyżej. Korpse nie odkrywa niczego nowego, ale prezentuje swoje spojrzenie na slam, dodając do tego skostniałego nurtu trochę bardziej ożywcze podejście.

Te dwadzieścia minut zawiera wszystko, co w brutalnym death metalu najlepsze. Odświeżone, nowe oblicze Korpse powinno służyć za przykład, jak SBDM powinien brzmieć. Bierzcie, póki jest.

Korpse na Facebooku

Ocena: 9/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .