Kosmogyr – “Eviternity” (2018)

Uwielbiam ten moment, gdy kompletnie nieznana mi płyta, wobec której nie mam żadnych oczekiwań, zaskakuje pozytywnie i pozostawia mnie w głębokim szoku. Coraz mniej jest takich przypadków, aczkolwiek gdy już uda się natknąć na coś wyjątkowego, to na długo krążek taki pozostaje w moim odtwarzaczu. Wracam wtedy do niego prawie codziennie, z każdym podejściem odkrywając nowe smakowite kąski. Nie inaczej jest z debiutanckim albumem czesko-chińskiego duetu Kosmogyr.

Ich Eviternity to dziewięć utworów, osadzonych mocno w klimacie drugiej fali black metalu, z nowoczesnym zacięciem i potężnym brzmieniem. Przy pierwszym odsłuchu nie liczyłem na wiele, gdyż półtoraminutowy otwieracz w postaci instrumentalnego Sui Generis to niespecjalnie ciekawe wejście. Najważniejsze jest jednak to, co z głośników wylewa się tuż po chwili, gdy bez zapowiedzi, z pełną mocą wjeżdża The Wane. Duet przedstawia pełen arsenał swoich możliwości, jeśli chodzi o kreowanie bezkompromisowego blacku. Za instrumenty strunowe odpowiedzialny jest Xander Cheng, który również zasiadł za konsoletą w celu poddania surowego materiału obróbce. Wokale i bębny do zasługa Ivana Belcica, którego potężny głos rewelacyjnie dopełnia świetne kompozycje, zawarte na Eviternity.

Wspomniany kawałek The Wane to tylko zaczątek do dalszej fali zniszczenia, aczkolwiek kolejny numer zaczyna się od delikatnego intro. Niech jednak nikogo nie zwiedzie ta wstawka – subtelne elementy będą się czasami pojawiać na recenzowanym albumie. Quiescent to jednak dowód na to, że raz rozpędzonej maszyny nie da się tak po prostu zatrzymać. Z kolei przy tytułowym numerze mamy do czynienia z nieco bardziej melodyjnymi rozwiązaniami, które ciekawie współgrają z szybkim tempem, które zbudowane jest wokół kosmicznej wręcz perkusji. Trochę jednak Belcic przesadził z programowaniem bębnów przy tej kompozycji, nie wyobrażam sobie, że da się tę kawalkadę uderzeń zagrać na żywo. Kolejny cios to Frailty, który spina klamra kompozycyjna w postaci dźwięków, przypominających dziecięcą kołysankę. Bez obaw. Nie jest to numer, przy którym da się zasnąć. Wspaniale współgrają tam ze sobą wszystkie instrumenty, dając poczucie dobrze zrobionej roboty. Usypiaczem jest instrumentalny przerywnik pod tytułem Refulgence, ukazujący łagodniejszą stronę muzyków. Do końca płyty zostają już tylko trzy kompozycje. Agresywne i ogniste uderzenia, które kryją się pod tytułami Iridescent oraz Vision. Na zakończenie zaś duet zwraca się ku melodii, odstawiając na bok toporne riffy na rzecz gitarowych solówek, a wszystko to dzieje się na tle ciągnącej do przodu sekcji rytmicznej. Pięćdziesiąt dwie minuty z muzyką Kosmogyr mijają szybko i aż nie chce się wierzyć, że jest to debiutancki krążek międzynarodowej kooperacji.

Czesko-chiński duet kupił mnie swoim albumem od pierwszego przesłuchania. Krążek w głównej mierze jest bardzo dobrze skomponowany i wyprodukowany. Jedynie nieliczne momenty wpływają na odrobinę gorszy odbiór. Szczęśliwie jednak tego typu wpadek nie ma tu zbyt wiele, a płytę Eviternity można uznać za jeden z najlepszych debiutów poprzedniego roku. A jeśli komuś przyjemność sprawiają gatunki elektroniki z pogranicza noise i drum’n’bass, to warto zapoznać się również z dostępnymi w sieci remiksami utworów zawartych na albumie Kosmogyr.

Ocena: 8,5/10

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Tagi: , , , , , , .