Kreator – “Renewal” (1992/2018)

Po wzięciu przeze mnie pod lupę pierwszego z czterech wydawnictw, które zostały nam wysłane dzięki życzliwości Noise Records, nadszedł czas na zagłębienie się w następcę fantastycznego Coma of Souls, czyli szóstą płytę niemieckiego Kreatora o nazwie Renewal. O ile opisując materiał zawarty na Coma… sięgałem wyłącznie po superlatywy, w tym przypadku nie było tak łatwo i przyjemnie. Przejdźmy wobec tego do oceny szóstego oficjalnego wydawnictwa niemieckiej hordy dowodzonej przez niezastąpionego Milanda Petrozzę.  

Już na początku muszę przyznać, że nigdy wcześniej nie udało mi się przesłuchać szóstego albumu Niemców w całości od początku do końca. Dlatego też istotnym elementem tej recenzji jest fakt, iż została napisana bez wcześniejszego uprzedzenia czy złych wspomnień. Środkowy okres twórczości Kreatora zawsze był dla mnie pewnego rodzaju zagadką, jako że nigdy wcześniej nie zdecydowałem się na jego eksplorację. Teraz, gdy nadarzyła się ku temu okazja, na warsztat wziąłem pierwszy z „nieklasycznych” i eksperymentalnych albumów ekipy z Nadrenii Północnej-Westfalii.

Mimo że skład zespołu z wydanego dwa lata wcześniej kapitalnego albumu Coma of Souls nie uległ absolutnie żadnym zmianom, muzyka i styl Niemców znacząco ewoluowały. Już od pierwszych dźwięków otwierającego płytę Winter Martyrium słychać wyraźne wpływy muzyki industrialnej i hardcore’u. Decydując się na odsłuch materiału zamieszczonego na Renewal, trzeba liczyć się z tym, że album właściwie zupełnie nie nawiązuje do stylu, którym Kreator wkupił się w serca swoich wiernych słuchaczy. Thrash metalu jest tutaj tyle, co nic – agresywne i niezwykle szybkie kompozycje ustąpiły miejsca wolniejszym, eksperymentalnym (czasem przesadnie) kawałkom. Wokal Mille Petrozzy również uległ zmianie, niestety, moim zdaniem na gorsze. Jego charakterystyczny thrash metalowy wrzask został zastąpiony przez inspirowane muzyką hardcorową krzyki, które w moim odczuciu wydają się wymuszone i niekoniecznie pasują do stylu Kreatora. Na Renewal nie podoba mi się również sposób, z jakim zespół podszedł do nagrywania partii perkusyjnych. Brzmienie tego instrumentu wydaje się pozbawione jakiejkolwiek agresywności, przez co instrument brzmi bezbarwnie i mechanicznie. Cóż, nic dziwnego, że brzmienie całego albumu pozbawione jest organiczności, skoro w komentarzu do rozszerzonej wersji płyty Petrozza mówi, że mimo absolutnego braku doświadczenia w tej dziedzinie, członkowie zespołu praktycznie sami zajmowali się produkcją i masteringiem podczas sesji nagraniowych.

Na Renewal składa się 9 utworów, z czego szósty z nich to krótki, niespełna półtoraminutowy instrumental. I o ile płyta rozpoczyna się z przytupem (mocno industrialny ww. Winter Martyrium i chwytliwy utwór tytułowy), później jest nieco gorzej. Najdłuższy na płycie Reflection ciągnie się niemiłosiernie przez ponad 6 minut. Utwór stanowi doskonałą wizytówkę płyty – powolne, melancholijne momenty przeplatają się z utrzymanymi w średnim tempie zwrotkami, które po jakimś czasie najzwyczajniej w świecie zaczynają wiać nudą. Brainseed to tak naprawdę jedna z dwóch kompozycji na płycie, która przypomina o thrash metalowym rdzeniu niemieckiej grupy. Karmic Wheel jest prawdopodobnie najbardziej eksperymentalną kompozycją, o jaką kiedykolwiek pokusili się muzycy Kreatora – budowana od samego początku ciężka atmosfera prowadzi mocno zdezorientowanego słuchacza do nieoczekiwanego dwuminutowego wyciszenia, podczas którego subtelny gitarowy riff zabiera nas na wędrówkę po zupełnie nieznanym terenie. Karmic Wheel wyróżnia się również momentami czystego śpiewu, które w tym przypadku nieźle wpasowują się w aurę utworu. Po kompletnie niepotrzebnym interludium w postaci Realitätskontrolle  mamy do czynienia z mocno hardcore’owym Zero to None i kapitalnym Europe After the Rain, który wraz ze swoimi pędzącymi i nieustępliwymi riffami stanowi (niestety tylko chwilowy) renesans thrash metalowego szturmu. Płytę wieńczy Depression Unrest – kolejny nowatorski kawałek z całkiem chwytliwym refrenem i czymś, co można nazwać kosmiczno-industrialną solówką. Dość udany koniec pierwszego z eksperymentalnych albumów Kreatora.

Renewal nie jest eksperymentem nieudanym. Pomimo kilku gorszych momentów jest to wciąż płyta satysfakcjonująca i oferująca dobry materiał. I choć wielu z marszu skreśla wszystkie albumy Kreatora z lat 92-99, uznając obcowanie z nimi za grę niewartą świeczki, szósta płyta Niemców zasługuje na szansę, ponieważ jest to wciąż ten sam zespół z nieco innym podejściem do tworzonej przez niego muzyki. Prawdą jest, że wokal Mille i fatalne brzmienie perkusji to usterki dość sporej wagi, ale mimo wszystko na Renewal tu i ówdzie wciąż słychać przebłyski tego dobrego Kreatora. Czy będę wracać do tej płyty? Z pewnością nie tak często, jak do klasycznych dokonań niemieckiego kwartetu, ale taki Europe After the Rain czy Karmic Wheel to kawałki, które w przyszłości mogą z większą częstotliwością pojawiać się na mojej playliście.

6/10

 

Marcel Szczepanik

Marcel Szczepanik

vocals so poor, like frogs in a moor
guitars like clouds of fruit flies

d e a t h h a m m e r
Marcel Szczepanik

Latest posts by Marcel Szczepanik (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .