Krisiun – “Scourge of the Enthroned” (2018)

W czasach zamierzchłych pewne bożyszcze stwierdziło: “trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym”. Niestety, autor owej sentencji tego nie wiedział, nie dopuścił do siebie albo po prostu ma rachunki do opłacenia. Bardzo podobnie zachowuje się Krisiun.

Najnowszy longplay brazylijskiej Kryśki to czterdzieści minut death metalu. Chciałbym tu dodać frazę “w ich najlepszym stylu” albo “pierwszego sortu”, ale mogę tylko dorzucić, że podzielono to na osiem numerów, wydanych pod szyldem Century Media Records.

Mój problem z Scourge of the Enthroned bierze się stąd, że nawet gdyby wypuściła go świeża i nieznana ekipa, prezentowałby maksymalnie wyższe stany średnie. Nie jest zły, ale brakuje mu wszystkiego, czego wymagam od death metalu. Tempa, teoretycznie całkiem szybkie, w praktyce nie porywają. Agresja nagrania jest sztuczna i na pokaz, nic z niej nie wynika. Brud i przemoc także są udawane. Krisiun zrobiło płytę niby ostrą i deathmetalową, ale jednak bardzo mainstreamową (mainstreamowy death metal; czy to stwierdzenie ma sens?) i zachowawczą. Gdzie jest ta furia z Black Force Domain, gdzie fenomenalne zagrywki z Conquerors of Armageddon?

Zamiast ich dostajemy poprawne, choć obdarte z polotu i dość wtórne numery. W gruncie rzeczy spokojne (szczególnie w drugiej części) Scourge of the Enthroned zawiera trochę wysokooktanowej gonitwy, ale blednie ona przy wolniejszych albo pokracznych fragmentach. Przebojowy (w sensie, stworzony dla większego grona) początek z Demonic III pojawia się później jeszcze w A Thousand Graves i Whirlwind of Immortality, a Abysmal Misery brzmi jak petycja do fana z prośbą o pozostanie fanem. Całkiem niezłe z początku Devouring Faith także zostaje wygładzone i uporządkowane, by nie przestraszyć za bardzo nowego odbiorcy. Przez większość czasu czułem się, jakbym słuchał Amon Amarth.

Także w brzmieniu brakuje krwi i ostrości. Płytę wyprodukowano bardzo dobrze, choć zbyt sterylnie i jasno. Więcej tu beztroskiego biesiadowania niż ciężaru i mocy.

Scourge of the Enthroned jest nijakie. Ani mnie ziębi, ani grzeje, jest po prostu średnie. A to boli, jeżeli mówimy o jednej z najlepszych ekip deathmetalowych. Brazylijczycy stracili tu ten piekielny pierwiastek, który wyniósł ich do pierwszej ligi. Sądzę, że pewne grono całkiem tę płytę polubi, ale ja zamierzam o niej szybko zapomnieć.

Krisiun na Facebooku

Ocena: 5,5/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , .