Krzta – “Krzta” (2017)

Krzta to szaleństwo. Zespół z Olsztyna całkowicie przewraca naszą scenę swoim nieziemskim debiutem. Wydany przez Green Lungs Records i nagrany rekordowo w zaledwie dwa dni na setkę, dowodzi, że można zrobić bardzo ciekawy materiał małym nakładem sił. Okładka w kolorach szarości i 6 absolutnych „killerów” na płycie. Tyle można rzec w kwestii technicznej, co do samej muzyki trzeba podejść tak, jak zespół podchodzi – ma zdewastować i przejechać słuchacza.
Brutalne, niskie gitary i ryk Kamila Błażewicza z miejsca przypominają mi legendarny polski zespół Kobong, a może zeszłoroczną płytę Nails. Żeby jednak nie popłynąć w porównaniach rzeknę jedynie, że dostrzegam i słyszę podobną siłę oraz złość w tym, co proponują olsztyńscy muzycy.

Krzta to śmiercionośna maszyna, która pluje riffami na prawo i lewo, nie biorąc jeńców. Dowodem tej muzycznej zbrodni jest pierwszy numer Mur. Ściana leci w dół od zmasowanej sekcji rytmicznej i niskich riffów. Słyszę tu ducha Meshuggah. Następne ciosy w kolejności to Zew, Krzta i Roztrzask. Wykręcają potwornie mózg od karkołomnych struktur i wprowadzają w swoisty muzyczny obłęd. Śmiem stwierdzić, że nie znam w Polsce zespołu, który tak dobrze czuje się w takiej stylistyce. Wszystko skomponowane z niesamowitą pasją, co przekłada się na jakość i aspiruje do absolutnej czołówki niskiego grania w Polsce, a może i na świecie? Kto wie, jakby się potoczyła kariera olsztyńskich muzyków, gdyby urodzili się w USA, a nie w Olsztynie.

Do muzyki dostajemy też świetne teksty Kamila, które są filozoficznym poszukiwaniem sensu istnienia i zrozumienia świata wokół nas. Cieszy też fakt, że liryki są w rodzimym języku. Niestandardowe podejście do grania i unikatowe pomysły muzyków są wypełnione pięknym i soczystym brzmieniem. Ta płyta po prostu kopie po trzewiach. Przyznam szczerze, że obawiałem się tego, jak zabrzmi Krzta w dobrym studiu, bo na żywo są petardą i nie dają złudzeń, że wyjdziemy cali z ich koncertu. Na szczęście nic nie umknęło wśród czterech studyjnych ścian i płynie jak należy – bez kombinacji i klejenia ścieżek, rasowe łojenie.

Znajduję jednak mankamenty – długość materiału, niedosyt. Niemniej jednak album jest bardzo ważną pozycją wydawniczą i ciekawi mnie, jak zostanie odebrany. Moim skromnym zdaniem warto bez marudzenia sięgnąć po longplaya Krzty i niszczyć swój słuch boskim hałasem i obłędem. By zrozumieć tę muzykę, trzeba dać się jej całkowicie pochłonąć. Inaczej nie można, więc mimowolnie stałem się wyznawcą kierunku, w jakim zmierza Krzta.

Ocena 9/10

Rafał Morsztyn
Latest posts by Rafał Morsztyn (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .