Kyros – „Vox Humana” (2016)

Zdążyłem się zorientować, że Kyros to projekt niejakiego Adama Warne, który wymyślił sobie, że jest drugim Steven Wilsonem albo kimś w tym stylu. I cholera wie, może kiedyś faktycznie będzie.

Kyros ma dość krótką historię, ale skomplikowaną. Były zmiany składu, był kontrakt z wytwórnią, potem zmiana nazwy, wszystko od nowa. Obecnie zespół jest na swoim. Vox Humana to w zasadzie druga płyta grupy, choć pierwsza ukazała się jeszcze gdy zespół nazywał się Synaesthesia. Dlatego jest to jednocześnie debiut. Płyta została w całości ponoć sfinansowana z wpływów, jakie zespół miał z koncertów i sprzedaży merchu, za co kłaniam się grupie, bo to nie jest taka prosta sprawa wziąć wszystko we własne ręce. Tym bardziej, że wydaniem albumu zajęła się niejaka KMG, czyli… Kyros Media Group.

Do rzeczy. Kyros gra progresywny rock, stąd ten Steven Wilson na początku. Dwupłytowy album Vox Humana męczy mnie i męczy – jest zbyt długi, mało jednorodny, rozbuchany i napakowany nieco sztucznym patosem. A przy tym wszystkim jest w nim też parę ciekawych pomysłów, dlatego jednak mimo powyższych wad przegrzebywanie się przez niego sprawiło mi jakąś dziwną przyjemność.
Przede wszystkim Kyros w swoim komponowaniu wydają się opierać na klawiszach, bo lider zespołu jest klawiszowcem. Daje to często ciekawy efekt, momentami kojarzący się z co lepszymi momentami synthpopu albo new romantic (i proszę się nie śmiać, synthpop i new romantic dały nam mnóstwo fajnej muzyki). Zresztą pierwszy na płycie numer Technology Killed the Kids II jest najlepszym przykładem tego, co na albumie znajdziecie (i moim ulubionym kawałkiem z tej płyty). Nieco rozedrgane, niepewne wokale, rozbudowana do granic możliwości aranżacja, sporo klawiszy, produkcja pełna fajerwerków. A w tym kawałku to już w ogóle, bo gitary są przepuszczone przez elektronikę tak mocno, że mają i powinny kojarzyć się z dubstepem lub innymi gatunkami muzyki elektronicznej. I słusznie, vide tytuł utworu. O ile jednak ten kawałek jest fajny, efektowny, całkiem przebojowy przy całej swojej progresywności, tak potem tego właśnie efektu zaczyna brakować. Zespół szafuje melodiami, ale nie wpadają w ucho. Buduje efektowne aranżacje, ale są tak złożone, że wypadają poza świadomość. Brakuje asa w rękawie, a mimo tego wszystko trzyma się kupy. Co chwilę rozbrzmiewa inne echo: Camel, Riverside, Porcupine Tree, Rush. W Persistence of Perfection znajduję Pain of Salvation. W The Lamb, the Badger & the Bee Dream Theater. W Monster Alphaville, ale sam nie wiem czemu. W Hounds Opeth z okresu Damnation. W The Darkness Grove nieco muzyki filmowej. A to tylko kilka utworów i kilka najprostszych skojarzeń. W ten sposób każdy, kto sięgnie po Vox Humana, będzie mógł odszukać na krążku całe mnóstwo zamierzonych i przypadkowych odniesień, bo album jest pękaty od zapożyczeń i patentów, które już się kiedyś słyszało. Wszystko jest na dodatek tak wyprodukowane, tak wielowarstwowe i wyczyszczone, że gdyby płyta była nie była tak spokojna to mógłby się pod obowiązkami producenta podpisać nawet Devin Townsend.

Niestety z tego samego powodu trzeba mu albumowi poświęcić trochę uwagi. Kiedy słucha się go nieaktywnie zamienia się w jakąś nudną papkę, która leci gdzieś w tle. Nie jest tak, jak z zeszłorocznymi krążkami Haken albo Third Ion, które same odrywają słuchacza od tego, co akurat robi. Kyros wymaga uwagi, bo bez niej przegrywa. Połapanie się w tych wszystkich elektroniczo-delikatno-progresywnych klimatach doprawionych czasami cięższą gitarą wymaga skupienia. Ale może to i lepiej? Może Kyros powstali właśnie po to, żeby przypomnieć nam o tym, jak się powinno słuchać muzyki?

Ocena: 7/10

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Tagi: , , , , , , , , , , , .