Łeb Prosiaka / Nuclear Holocaust – “Łeb Prosiaka / Nuclear Holocaust” (2017)

A to ci płyta mi się trafiła. Z jednej strony quasi-legenda polskiego patogrania, twórcy takich radiowych przebojów, jak Ssij Mi Lachę czy Janosik,  załoga, która parasole w dupach otwiera już od dwa tysiące czwartego, powracający z emerytury Łeb Prosiaka. Z drugiej, Nuclear Holocaust, który, pomimo krótkiego stażu, zawojował już rodzimą scenę grindową i grał chyba w każdym nadającym się do tego miejscu. Pierzchaj, kto w Boga wierzy.

Mamy tutaj siedem numerów od Prosiaków i pięć wyplutych przez Holocaust, razem dają pół godziny paskudztwa, jakiego nie chciałbyś pokazać matce. Split wydany został przez Fat Ass Records.

Prawdę mówiąc to nie jestem pewny jak określić początek strony Łba Prosiaka. Zaczyna się jakimś kosmoćpuńskim disco, podczas którego dowiadujemy się, kto jest chujem (podpowiem, że ostatnimi czasy miał sporo do czynienia z tytułową konstytucją). Potem mamy półtora minuty sampla o podrywaniu wyciągniętego rodem z baru “Mleczak”, po czym pojawia się brud. Stylistyka dużo się nie zmieniła, to wciąż prostacki i chamski punk, który nawet przysłowiowych trzech akordów nie posiada. Im dalej w split tym bardziej zmierza to w stronę grindu, dodając po kawałku paczki BPM-ów i większą ilość chaosu na perkusji. Kumulacja następuje w Daj Odbyta, który podoba mi się najbardziej nie tylko przez wzgląd na nazwę, ale też dzięki chwytliwym motywom hardcore punkowym i milusią solówką. To też jedyny kawałek, który też nie brzmi… przygnębiająco? Nie jestem pewny, dlaczego, ale prawie wszystkie kawałki warszawskich brzydali sprawiają wrażenie smutnych. Czy to szybki Wyciek z Dupy, czy strzał Między Twoje Cyce, czy Sior By Me, poczucie nie odpuszcza. Może to wina głuchego, nieco dudniącego brzmienia? Ciężko powiedzieć. Na pewno nie chodzi o wokal, który prędzej skojarzy się z wylewaniem wiadra pomyj niż ludzkim głosem.

Natomiast panowie z Nuclear Holocaust grają dużo szybciej, wścieklej i bardziej wierni duchom prostego grindcore’u. Ożywcze tempa z odpowiednią proporcją blastów, wymieszanie grindowej rozpierduchy i punkowych przygrywek, przebojowe fragmenty (Nailed To The Nuclear Cross albo Turn The Key/Push The Button), wszystko to lubimy i znamy z poprzednich nagrań. Nie jest to skrajny i dziki chaos, a raczej kontrolowana zadyma, niemniej nie ma czego żałować, wychodzi ona świetnie. Szczególnie, gdy połączymy to z brzmieniem, które również niesie się oldschoolem. Jak dla mnie, ich część jest dużo lepsza.

Jak to wydawnictwo podsumować? Cóż, wydaje mi się, że powstało ono jako dowód powrotu Łba Świniaka i dedykowane jest głównie dla ich specyficznej bazy fanów. Z drugiej strony, nie widzę powodów, by zainwestować w ten split tylko dla strony Nuclear Holocaust, sam bardziej skłaniałbym się ku drugiej opcji. Miłośników patologii zachęcam.

Łeb Prosiaka na Facebooku
Nuclear Holocaust na Facebooku

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .