Lethean – „The Waters Of Death” (2018)

Brytyjski duet Lethean to kolejny wykonawca reprezentujący coraz bardziej rozrastającą się scenę tak zwanego epic heavy metalu. Omawiany krążek pod tytułem The Waters Of Death to pierwsze pełne wydawnictwo tej ekipy (jak dotąd Lethean ma na koncie singiel Time And The Gods oraz EP zatytułowaną Hope’s Flame Burns Low).

Jak wspomniałem na wstępie, Lethean jest duetem, tworzonym przez Jamesa Ashbey’a, odpowiedzialnego za partie wszystkich instrumentów i stronę kompozytorską, oraz wokalistkę Thurmi Paavana. Tego typu formuła rzadko jest spotykana na scenie heavy. W tym przypadku jednak dwuosobowy skład sprawdził się idealnie.

Muzykę Lethean można określić jako połączenie klasycznego heavy metalu częstokroć nawiązującego do New Wave Of British Heavy Metal (pochodzenie zespołu nie pozostaje tu bez znaczenia), nawiązań do amerykańskich kapel epic metalowych (sporo wspólnych mianowników z ostatnimi nagraniami Manilla Road) oraz doom metalowej posępności. Czy taka mieszanka może się sprawdzić? Brytyjczycy udowadniają, że jak najbardziej.

The Waters Of Death wypełnia zaledwie 6 utworów, utwory trwają ok. 7 minut, a całość ponad 43 minuty. Jak na album z tego typu muzyką, jest to moim zdaniem czas idealny. Słuchacz nie czuje się nadmiernie zmęczony, a nawet odczuwa pewien niedosyt.

Jeśli zaś chodzi o same utwory, to posiadają one zarówno heavy metalową energię, jak i pewną dawkę swoistej melancholii. Choćby rozpoczynający Idylls Of The King czy kolejny Seafearer – ten pierwszy rozpoczyna się riffem, który mógłby wyjść spod palców ŚP Marka Sheltona. Śpiew Thurmi dodaje zaś temu utworowi sporo oryginalności. Warto zwrócić uwagę także na kawałek zatytułowany In Darkness Veiled. Zaczyna się balladowo, rzekłbym nawet, że lekko progresywnie (nasunęły mi się tu skojarzenia z twórczością Norwegów z Madder Mortem). Po około minucie przestajemy jednak mieć wątpliwości, że mamy do czynienia z epickim heavy metalem (mimo że tempo wskazuje bardziej na doom). Intryguje nieco Across Grey Waters. Niby monotonna ballada, a mimo to potrafi chwycić za serce, a nawet wzbudzić u słuchacza pewien niepokój. Końcówka tego utworu jest zaś zupełnym kontrastem w stosunku do reszty. The Waters Of Death kończy ponad dziesięciominutowa suita zatytułowana Devouring Fire.

Lethean dołącza do grupy zespołów, których rozwój kariery zamierzam śledzić z zainteresowaniem. Chętnie dałbym wyższą ocenę, gdyby nie pojawiały się tu lekkie nutki monotonii…

Ocena: 7/10

 

Tagi: , , , , , , , .