Lice – “Woe Betide You” (2019)

Lice to powstały w zeszłym roku projekt trzech muzyków, których poczynania nadzoruje stajnia Season of Mist. Wytwórnia stopniowo ujawniała kolejne mocno zdawkowe informacje na temat tajemniczego trio, podsycając ciekawość nieco zdezorientowanych fanów. Postać cieszącego się wątpliwą sławą Niklasa Kvarfortha wzbudza niemilknące echa kontrowersji, które towarzyszą mu od lat. Wokalista i mózg szwedzkiego Shining połączył siły ze swoim dobrym znajomym, kryjącym się pod pseudonimem J., muzykiem znanym z perkusyjnego zniszczenia w Teitanblood, i w ten sposób Panowie zdecydowali się zaangażować w projekt, którego celem merytorycznym miało być zadawanie bólu i cierpienia wszystkim i wszystkiemu, co żyje. Całość zamyka odpowiedzialny za partie gitary i basu niejaki Kirill Krowli, który został przedstawiony jako uprzejmy i dobrze wychowany przestępca. Zapowiadało się ciekawie!

Już od początku było wiadomo, że Lice nie będzie zespołem do romantycznego obiadu. Season of Mist określiło styl trio jako awangardowy black metal, moim zdaniem nieco zbyt przesadnie. Po przymknięciu oka na tę nieco pretensjonalną i brzmiącą górnolotnie łatkę można dojść do wniosku, że Woe Betide You to mikstura black metalowego chaosu i agresji, bardzo dziwnych acz nowatorskich, przesyconych psychodelią riffów, energicznych – choć momentami ginących w mixie – linii basu i kreatywnej pracy perkusji, która na swój sposób dodaje płycie pierwiastka enigmy.

Po absolutnie niespodziewanym, osobliwym instrumentalnym intro Beyond Eternal Recurrence, które zaprasza słuchacza na sentymentalną podróż po czasach radości i nadziei, mamy do czynienia ze znanym już słuchaczom Layers of Dirt, który bardziej rzetelnie oddaje przytłaczający nastrój Woe Betide You. Charczące szepty Niklasa przechodzą w pełen cierpienia krzyk, tak dobrze nam znany z jego twórczości w Shining. Pod koniec utworu wokalista przechodzi samego siebie, rzucając bluźniercze i pełne jadu oszczerstwa w stronę niebios. Jego upiorny wrzask robi wrażenie, a wtórujące mu riffy maksymalizują przygniatającą atmosferę, która przywodzi na myśl najbardziej ekstremalne momenty życia człowieka, w których traci nad sobą wszelką kontrolę. Kolejny na płycie Towards Reality to mój osobisty faworyt; monotonny riff paradoksalnie nie nudzi, a wykreowana przez rozdzierające solówki Krowliego aura dopełnia emocjonalnego wymiaru utworu. Wydaje się, że Kvarforth zbratał się z muzykami dzielącymi podobne idee muzycznego obłędu. Level Below to najostrzejszy, a zarazem najciekawszy utwór na płycie, który łączy black metalową surowość z pięknymi, „plumkającymi” gitarami i niezwykle emocjonalnym śpiewem Niklasa – nie spodziewałem się tak skrajnych rozwiązań w jednym utworze.

Woe Betide You nie zanudza słuchacza; tutaj każda kompozycja to osobna historia, która oferuje coś nowego i świeżego. Dwa ostatnie kawałki zdecydowanie różnią się od poprzedzających je utworów. Pride Eraser oraz …and So the Ceaseless Mutter of the World Came to an End to monstrualnej długości eksperymentalne wariacje, nietrzymające się absolutnie żadnego schematu. W pierwszej z nich Kvarforth próbuje swoich sił jako wokalista rockowy, który w poważaniu ma jakiekolwiek oczekiwania i ograniczenia. Z kolei słuchając albumowego closera, czuję się mocno zagubiony w jego nagłych zmianach stylu i konwencji brzmieniowych, których jest zwyczajnie zbyt dużo, by móc je wszystkie złożyć w harmonijną i spójną całość.

Debiutanckie dokonanie projektu Lice to pozycja zdecydowanie warta uwagi. Momentami Woe Betide You jest zbyt chaotyczne w swojej eklektyczności; płyta traci na nadmiarze pomysłów, które czasami ze sobą nie współgrają. Doceniam bogatą eksperymentację, której apogeum przypada na końcówkę krążka, ale gdy już spodobał mi się jakiś motyw, to w ułamku sekundy jest zastępowany czymś zgoła innym. Kirill Krowli to muzyk o ogromnym potencjale, co udowadnia niezwykle szerokie spektrum styli (elementy jazzu, funku, rocka alternatywnego), jakie zastosował na tym albumie. Produkcja płyty nie powala, a największym jej mankamentem jest brak konsekwencji w mixie. Tym niemniej, Woe Betide You jest płytą udaną i na pewno będę do niej wracał. Znakomita większość albumu przypadnie do gustu fanom Shining, którzy w oczekiwaniu na jedenastą płytę szwedzkiej grupy mogą napawać się świetnym występem wokalnym jej lidera w jedynym w swoim rodzaju projekcie, jakim jest Lice.

7.5/10

Marcel

pleasure too safely enjoyed lacks zest
Marcel

Tagi: , , , , , , , , .