Lifeless Gaze – “The Unbearable Darkness of Being” (2018)

Samotność, udręka, rozpacz, agonia, pustka, nędza, samobójstwo, śmierć – takie oto przyjemności śląski zespół punktuje w tekście tytułowego utworu swojej drugiej, pełnej płyty. W pozostałych trzech numerach jest już tylko gorzej. Zapnijcie pasy i przygotujcie się na prawie godzinną dawkę czystego, dźwiękowego nihilizmu.

Ten przerażający twór, stworzony przez dwóch członków Useless to czysta, dźwiękowa apokalipsa, balansująca na granicy definicji słowa „muzyka”. Punktem wyjścia do anihilacji jest black metalowy riff, snujący się w oparach smoły, oparty na doom metalowym, walcowatym, szczątkowym rytmie, stopniowo oplatany przez piekielny noise. Od pierwszych taktów wiadomo, że album wymaga specyficznego, właściwie antymuzycznego nastawienia. Nie ma tu nic, co mogłoby choćby zahaczyć o jakieś melodie, czy struktury przypominające piosenki. Owszem, toczący się riff jest zbudowany na pętli i z każdym obrotem zaciska ją na szyi słuchacza, wpędzając najpierw w trans, który wraz z nawarstwieniem ambientowego hałasu zamienia się w obłęd. Wyjątkiem, lub nawet kulminacją – w zależności od punktu widzenia – jest pozbawiony metalowych środków wyrazu Never-Ending Void, który buduje nastrój grozy ambientowym tłem, poprzetykanym wrzaskliwym wokalem. To kumulacja wszystkiego, co antyludzkie i anty-muzyczne – inspirowane Lustmord, zafascynowane Brighter Death Now, kłaniające się Genocide Organ. Metal wraca w zamykającym album, ponad dwudziestominutowym kolosie Life Equals Zero, ale zanim zacznie się znęcać powolnymi, spadającymi jak gromy ciosami, wprowadzi w hipnozę maksymalnie przesterowanym, gitarowym motywem. Tu spotykają się wszystkie ścieżki, jakimi Lifeless Gaze podążał do tej pory – od gęstego, smolistego drone spod znaku Sunn O))), przez doomowe inklinacje Khanate, po black metalowy trans.

Po kilkunastu spotkaniach z The Unbearable Darkness Of Being, zacząłem się zastanawiać, czy to przypadkiem nie jest już wyznacznik jakiejś nowej jakości w muzyce jako takiej. Dla jednych będzie to zdekonstruowany hałas, dla innych dźwiękowy obraz absolutnej nicości. Album na pewno mocno pobudza wyobraźnię i zachęca do wkroczenia na ścieżkę wiodącą do jądra ciemności i chaosu. Ale żeby na nią wejść, najpierw trzeba otworzyć umysł. Wyjątkowo dobre i wyjątkowo niebezpieczne.

Ocena: 8,5/10

 

Rafał Chmura

Im większa abstynencja muzyczna, tym bardziej liberalne kryteria jej wyboru
Rafał Chmura

Tagi: , , , , , , , .