Light of the Morning Star – “Nocta” (2017)

Czasami mam ogromną ochotę na słodycze. Z nadzieją zaglądam do szafek i znajduję gorzką czekoladę. Organizm tak stanowczo domaga się cukru, że sięgam po znalezioną przekąskę, bo w końcu czekolada to czekolada. Już z pierwszą kostką słodycz ginie wśród posmaku goryczy, ale także mojego rozczarowania. Chociaż moja potrzeba została zaspokojona, to nie w sposób, w jaki bym tego oczekiwała. Podobnie sprawa ma się z debiutem brytyjskiego Light of the Morning Star, który ujrzy światło dzienne na początku marca pod nazwą Nocta.

Po przesłuchaniu utworu tytułowego, na który trafiłam przeglądając newsy na stronie, stwierdziłam, że z chęcią wezmę to wydawnictwo na warsztat i zapoznam się z całością. Miałam ochotę na coś tajemniczego, utrzymanego w gothic metalowym klimacie, od czego nie zawiewałoby kiczem. A kawałek Nocta właśnie to wszystko zwiastował. Niestety, po zapoznaniu się z całością materiału, mój entuzjazm opadł.

Właściwie nie sądzę, że jest sens rozdrabniać się na poszczególne utwory. Obojętnie, który z nich by nie włączyć, nie zauważy się znaczącej różnicy. Schematyczność poszczególnych kompozycji, a wręcz ich podobieństwo między sobą, znacznie utrudnia pozytywny odbiór albumu. Ilekroć starałam się wyłapać coś charakterystycznego, coś, co wyróżniłoby szczególnie chociażby jeden numer, tylekroć musiałam się poddać. To też sprawia, że materiał z Nocta nie pozostaje w pamięci słuchacza na długo.

Powyższy aspekt początkowo zupełnie przysłonił mi sam nastrój, który O-A stworzył swoją muzyką. Zdecydowanie nie można jego twórczości odmówić klimatyczności. Umiarkowanie wolne tempa metalowych riffów stwarzają atmosferę grozy, wyżej wspomnianej już tajemniczości oraz wampiryzmu (ale nie tego taniego i infantylnego!). A nad tym wszystkim snuje się duch okultyzmu. Całości dopełniają leniwe wokale, deklamacje oraz szepty osadzone w niskich rejestrach, jak na majestatyczny gotyk przystało. Do gustu przypadło mi też brzmienie gitar w połączeniu z delikatnym, a momentami niepokojącym tłem. Śmiało można skojarzyć dźwięki Light of the Morning Star z takimi kapelami, jak Moonspell czy The Vision Bleak.

Z Nocta jest jak z tą gorzką czekoladą – jest w niej słodycz, która do mnie trafia, ale jednak ciężka gorycz odbiera pełną przyjemność z konsumpcji. I tak tutaj: klimatycznie, dostojnie i bardzo gotycki nastrój wykreowany ze smakiem, a z drugiej strony ta nużąca powtarzalność. Znawcy stylistyki mogą sięgnąć po debiut Light of the Morning Star jako po ciekawostkę.

Sama do Nocta już raczej nie wrócę, jednak nazwę projektu będę miała w głowie, bo pewnie po kolejny album z ciekawości sięgnę, żeby sprawdzić, czy autor zdobył się na urozmaicenie swoich kompozycji. Jeśli chodzi o kierunek i koncepcję twórczości pod względem stylistyki, to projekt ma ode mnie „łapkę w górę”, natomiast samą strukturę utworów stanowczo można dopracować.

Ocena: 5,5/10

Marta (Kometa)

Marta (Kometa)

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej.
Chwalę i krytykuję płyty, piszę koncertowe opowieści.
Marta (Kometa)

Tagi: , , , , , , .