Lord of the North – “Asuric Existence” (2019)

Lord of the North to tak naprawdę jednoosobowy projekt rodem z naszej rodzimej Warszawy. Projekt stworzony przez niejakiego Sinistera niecałe cztery lata temu. A tak naprawdę to „zespół” zaistniał dopiero w roku ubiegłym, najpierw singlem The Black Liturgy, a potem wydanym własnym sumptem debiutem Asuric Existence.

Album powierzchownie prawilny. Dziewięć numerów, ponad pięćdziesiąt minut muzyki, klimatyczna i niezbyt sztampowa okładka. No, no, no…

Czar pryska po włączeniu przycisku play. Album nagrany jest dość cicho i kiepsko. Dźwięk jest brudny i mało klarowny. Ścieżki poszczególnych instrumentów zostały zmielone w tej samej maszynce i wrzucone do jednego garnka. Selektywność jest więc ostatnim określeniem, którym można by nazwać debiut Lorda. Niby zawsze można pościemniać, że underground, że powrót do korzeni czy mroczny klimat. Ja jednak myślę, że to po prostu spory minus i kropka. A szkoda, gdyż wsłuchując się w poszczególne utwory, sprawa jawi się znacznie lepiej.

Kawałki są utrzymane w jednym klimacie i podobnych tempach (wyłączając oczywiście Intro i Outro), niemniej spójność jest zawsze mocną stroną albumu. Do tego szybkie tempa, które mimo to nie gubią ani linii melodycznych, ani tym bardziej klimatu. A takie określenia są już atutem w postaci najczystszej, za które należą się gromkie brawa. Poszczególne utwory zbudowane są na szybkiej, blastującej perkusji. Partie gitar ostre i dość okrutnie zniekształcone. A na okrasę delikatne, wręcz liryczne partie klawiszowe. Na szczęście nie ma ich zbyt dużo, są nienachalne i wbudowane w utwory ze smakiem i wyczuciem. No i growl. Dokładnie taki, jaki znamy z najlepszych blackowych płyt rodem z klasyki gatunku. Mocny, mroczny i bardzo nieczytelny. Taki aż lejący się z głośników. Bardzo mi się takie growle podobają.

Reasumując, powinienem przede wszystkim mocno napiętnować osobę odpowiedzialną za miksy i produkcję. Gdyby nie to, materiał byłby naprawdę dobry. A tak ze świetnych składników z ciekawym pomysłem i pierwszorzędnymi aranżami ktoś zrobił papkę strawną wyłącznie dla zatwardziałych zapaleńców. Gdyby nie zacięcie, żeby dosłuchać albumu do końca, spuściłbym pewnie tę płytę po brzytwie. A nie tak to powinno wyglądać i brzmieć.

Mam nadzieję, że następny album Sinister nagra w nieco lepszej jakości. Bo potencjał na płytę wbijającą w fotel jest, bez dwóch zdań. Tyle, że tu go kiepsko słychać.

 

Lord of the North w sieci: Facebook | Bandcamp | Encyklopedia Metalu

Ocena: 7/10

Tagi: , , , , , , , , .