Lumnos – “The Heliosphere Singularity” (2018)

Kiedy biorę do ręki album The Heliosphere Singularity, spoglądam na okładkę i na grafiki w środku opakowania, od razu na myśl przychodzi mi znany i robiący niegdyś furorę zespół Nile. Jak się okazuje, nie oni jedni inspirują się wpływami starożytnego Egiptu. Podobne upodobania ma brazylijski Lumnos, a wspomniana wyżej płyta to już dziesiąte wydawnictwo jednoosobowego projektu z Ameryki Południowej.

Lumnos debiutował w 2015 roku, zatem wypuszczenie w świat dziesięciu krążków w ciągu tak krótkiego czasu może wydawać się czymś imponującym. Kiedyś wspominałem, że sceptycznie odnoszę się do takich „płodnych” artystów. Nie inaczej jest i tym razem. Siedem dość długich kompozycji, które znalazło się na The Heliosphere Singularity to istna droga przez mękę. Nagromadzenie przeróżnych, często wręcz wykluczających się inspiracji, sięganie po zaskakująco niestrawne rozwiązania i połączenia to tylko jedne z podstawowych problemów tego albumu. Powtórzę jeszcze raz: okładka i obrazy, które towarzyszą temu wydawnictwu jasno sugerują, że będziemy mieli do czynienia z podróżą sentymentalną do czasów świetności kraju nad Nilem. Gdzie są te motywy? Gdzie tradycyjne instrumenty? Gdzie odmienna i tajemnicza atmosfera? Na pewno nie tutaj. W zamian otrzymujemy jakieś kosmiczne pasaże, które nijak nie mają się do Egiptu. No chyba, że wierzyć teoriom spiskowym Ericha von Dänikena i ekipy programu Starożytni kosmici o pozaziemskich budowniczych piramid.

Zaraz, zaraz, spoglądając na dyskografię Lumnos ujrzymy w większości okładki płyt, które odwołują się do astronomii. Czyżby więc wątek egipski był tylko przykrywką dla dalszego rozwijania fascynacji wszechświatem? Na to wygląda, bo poprzednie płyty Brazylijczyka charakteryzują się podobnym klimatem. Oj, nieładnie tak oszukiwać słuchaczy.

No dobra, skoro gorzkie żale zostały wylane, to trzeba pójść dalej i zajrzeć do środka. The Heliosphere Singularity to niezły bajzel. Nie dość, że nie ma tu ani odrobiny Egiptu, to jeszcze kosmiczne inspiracje mieszają się z atmosferycznym black metalem, symfonicznymi wstawkami, dość depresyjnymi motywami w stylu post-punk, momentami gitary ocierają się o doom metal, a całość staje się nieciekawą, nudną i nieudaną parodią tylu ciekawych gatunków muzycznych. Wszechobecne klawisze i syntezatory mogą przyprawić o mdłości, ich nagromadzenie tworzy chaos, nad którym Lumnos nie potrafi zapanować. Nie dość, że album nie ma swojej spójnej stylistyki, to jeszcze poszczególne utwory są połamane i nieskładnie złożone do kupy, pozbawione przewodniego konceptu. Jedynym światełkiem w tunelu jest wokal – klasyczny, black metalowy wrzask, zakrawający chwilami o dsbm.

Dość dobra robota za mikrofonem to jednak o wiele za mało, by The Heliosphere Singularity nazwać albumem chociażby poprawnym. Dawno nic mnie tak nie zmęczyło, jak ten krążek, czuję się zawiedziony i okłamany, bo spodziewałem się materiału zgoła innego, a na pewno ciekawszego i bardziej zaskakującego. Dostałem zaś bezkształtną pulpę, która na długo pozostawiła u mnie niesmak. Potrzebny mi detoks.

Ocena: 3/10

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .