MalefistuM – “Enemy” (2019)

Założony przez Jensa Fabera MalefistuM to metalowy projekt, który łączy różne estetyki, jasną i ciemną stronę mocy, melodię i ostrzejsze momenty, klimat oraz nieco ciężaru. Co najważniejsze zaś, miesza to wszystko w dość ciekawy sposób. Fanem tego typu grania nie jestem, a posłuchałem z ochotą, i to nie jeden raz. Album Enemy powstał gdzieś na styku power, melodic death, gothic metalu doprawionego odrobiną symfonicznego blacku w łagodniejszym wydaniu. Jak łatwo się domyślić, wraz z metalowymi riffami idą tu w parze wszelkie elementy epickiej ornamentyki i pewnego rozpasania, dla jednych przyjemnego, dla innych zbyt bliskich kiczowatego, teatralnego zadęcia. Ale to taka stylistyka, więc MalefistuM żadnego faux pass nie popełnia.

Zaczyna się od przyjemnego, mistycznego wstępu, opierającego się przede wszystkim na lekko orientalnej wokalizie (Try To Touch The Sun). Potem pojawia się galopująca, power metalowa moc (Towards The Sun), a podobne, skoczne motywy przewijają się jeszcze raz po raz (choćby w I Will Know Your Name). Udaje się dzięki tym dziarskim tempom i lekko folkowej melodyce przywołać klimat epickiej fantasy. Najbardziej podobają mi się miksy fragmentów melodyjnych, delikatnych i tych dociążonych odpowiednio wyrazistym riffem. Przenikające się momenty czystego śpiewu Melissy Bony i dosadnego growlingu też robią dobrą robotę. W takich numerach jak Left Without A Cause czy Atomic Bomb ciekawie wypada przyciągający uwagę kontrast. Nie ma sztuczności w tym zabiegu. Fajnie przenikają się z pozoru odległe światy, tworząc lekko mistyczną całość. A mamy tu jeszcze do czynienia z bujającą i całkiem udaną balladą z akustycznymi gitarami i melodyjnym wokalem (Fear Of Tomorrow) i nawet lekko “eurowizyjny” refren Adore Me (w tym numerze śpiewa Federica Lanna) nie drażni tak bardzo, jakby mógł.

Szybkie gitarowe riffy i cięte solówki, mocna perkusja, spora dawka melodii, ciut interesujących, klawiszowych pasaży, energiczna perkusja – fajnie się to wszystko miesza, tworząc pewną przekonującą całość. Nie brakuje tu godnych nucenia tematów i dobrze przemyślanych kompozycji. Warto dodać, że Jens Faber jest na Enemy odpowiedzialny za większość dźwięków, a tylko bębny dograł John S. Może i wszelkie elementy, z których korzysta MalefistuM gdzieś już były, z osobna niby nie powalają, a jednak wzięte w jeden tygiel zaciekawiają mnogością odniesień. Jeśli już słuchać bardziej melodyjnego metalu, to takiego.

ocena: 7,5/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Tagi: , , , , , , , , , , , .