Malphas – „The 39th Spirit” (2018)

Prosto z Filadelfii USA zespół Maplhas trafił do naszej rodzimej wytwórni Via Nocturna. Jeżeli do tej pory nie słyszeliście o nich, to macie dla siebie wytłumaczenie, gdyż są debiutantami. The 39th Spirit to ich pierwszy długograj i był poprzedzony jedynie Epką The Conjuring z roku 2015 i demosem z 2013. Warto też wspomnieć, iż w Stanach istnieje jeszcze jeden Malphas pochodzący z Canton w stanie Michigan, grający black metal, zatem trzeba uważać, aby się nie pomylić przy wyborze muzyki.

The 39th Spirit bez wątpienia prezentuje rejony muzyczne, które z reguły omijam. Mieszanki melodyjnego death metalu z symfonicznym blackiem rzadko do mnie trafiają, gdyż często w moim uznaniu pachną perfumowanym mydełkiem zamiast siarką, a dla mnie metal to nie kwiaty i różowe kucyki. Mimo to zdecydowałem się włączyć utwór promujący płytę, czyli Legions, który okazał się na tyle ciekawy, by sprawdzić całość.

Pierwsze dźwięki pojawiające się na krążku mogą spowodować wrażenie obcowania z prog metalowym stylem na obraz Dream Theater. Wejście ubarwione bardzo progresywnie brzmiącym klawiszem ładnie wprowadza do połamanego Invoking the 39th Spirit i zachęca do dalszego odsłuchu. Już na tym etapie można wyczuć, że zespół potrafi wyważyć swoje kompozycje, co dla mnie jest ważne w takim gatunku. Nie mam nic przeciwko dobrym melodiom, ale jej nadmiar potrafi mnie zemdlić. Z numerem dwa wjeżdża Volcanic Winter, intro którego nie powstydziłby się samo Dimmu Borgir. Złowieszcze klawisze połączone z chórem wprowadzają dobry klimat do kolejnych kompozycji. We Floods ( An Act of Gods) oprócz czystych zaśpiewów pojawiają się rozbudowane solówki, znowu nawiązując do progresji. Wraz z Legions wjeżdża trochę wpływów thrash metalu, takie riffowanie połączone z klawiszami kojarzy mi się z Old Man’s Child, choć Malphas nie używa tak często blastów, skupiając się na średnich tempach.

Z utworów, które wyróżniają się na płycie moją uwagę zwrócił również Red Constellations. Jego folkowe zacięcie przypomina mi zespół, który uwielbiałem lata temu – Mithotyn. Kompozycja należy do wolniejszych, ale miło buja leniwym pulsem. Za to w Spells of Destruction ciężko puścić mimo uszu flażolety rodem z debiutu Machine Head, co uważam za interesujący patent dla zespołu parającego się symfo death/blackiem.

Gwoli podsumowania wniosek nasuwa się taki – płyta musi być faktycznie dobra, jeżeli potrafi zainteresować osobnika niezbyt preferującego odmianę metalu w takim wydaniu. Malphas podchodzi do tematu dojrzale, urozmaicając muzykę w sposób przemyślany, bez naiwności debiutanta. Z tego punktu dalszy rozwój muzyczny kapeli może pójść w każdym kierunku, więc jestem ciekawy, co przyniesie przyszłość.

Ocena : 7/10

Malphas na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , .