Malum / Lathspell – “Luciferian Nightfall” (2018)

Monotematyczność bywa nużąca, także w doborze tekstów. Dość długi czas koncentracji nieomal wyłącznie na śmiertelnym podgatunku naszej ulubionej niszy zachęcił mnie do skoku w innym kierunku. Szukajcie, aż znajdziecie, w zalewie materiałów promocyjnych wyszukałem więc te wydawnictwo. I jako, że ostatnie Malum całkiem mi podeszło, a Lathspell miałem nawet przyjemność opisywać, zabrałem się do niego całkiem pośpiesznie.

Prezentowany tu split to dwa razy po trzy utwory, razem czterdzieści sześć minut metalu czarnego, ostrego i lodowatego jak północne rejony Finlandii, z której to obie hordy się wywodzą. Za wydanie odpowiadają Helter Skelter Productions i Regain Records.

Album otwiera Malum. Ekipa zaczyna bardzo melodycznie i wzniośle, serwując hipnotyzujące zagrywki. Jak się szybko okazuje, każdy z ich trzech utworów skupia się własnie na wciągających, bardzo klimatycznych melodiach. Są one dosyć łagodne, jednak w żadnym wypadku słabe lub miękkie, a podkład z notorycznych blastbeatów i siarkowego wokalu dopełnia dzieła. Malum stosuje też sporo urokliwych urozmaiceń: a to fortepianowe przejście między Lucifer Forever i Void, a to odrobina rock’n’rolla i basowe popisy na tym pierwszym, a to akustyczny walec pod koniec drugiego. Najbardziej jednak spodobało mi się to, że ich riffy, nawet mimo dość gęstego powtarzania, zupełnie nie nudzą. I am the Vessel of the Unholy Fire bardzo miło wbija w quasi trans, który aż szkoda opuszczać. Dodajmy do tego czyste, mroźne brzmienie i bardzo dobrze zmiksowane ścieżki.

Lathspell natomiast gra brudniej, wredniej, ale i bardziej jadowicie. Przeskok w poziomie zła jest wyraźnie zauważalny, klimat robi się nagle gęstszy i bardziej zadżumiony. Zamiast hipnotycznego upajania dźwiękiem jest więcej przeskoków między motywami. Paradoksalnie, to właśnie Lathspell potrafi, jeśli już, przynudzać. To oczywiście przesada, chodzi o to, że w porównaniu z pierwszą częścią Luciferian Nightfall wciąga to dużo mniej. Za to The Conjunction of Two Moons kłuje dużo bardziej, a The Hammer of Satan potrafi wygnieść i zafundować odpowiednią podniosłość.

Kończąc, Luciferian Nightfall to przyjemny kawał black metalu. Nie jakiś wybitny, ale bardzo sympatyczny, zróżnicowany i zachęcający do powrotów. Sympatycy czerniny będą zadowoleni.

Malum na Facebooku

Lathspell na Facebooku

Ocena: 7/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .