Marilyn Manson – “We Are Chaos” (2020)

Brian Warner to artysta przez wielkie A, wzbudzający większe lub mniejsze kontrowersje przez cały okres swojej kariery. Można go lubić, można nienawidzić, nie znać chyba nie sposób. Swego czasu wydawać się mogło, że artysta skończony, jednak niespodziewanie od premiery Born Villain miał miejsce jego revival. Seria trzech udanych krążków z rzędu sprawiła, że uwierzyłem w to, że twórczy kryzys Marilyn Manson, którego szczytem był okrutnie bezpłciowy The High End of Low bezpowrotnie minął, a zespół (choć teraz to już bardziej coś na wzór solowego projektu) do tamtych rejonów jakościowych już nawet się nie zbliży. Cóż, moja pomyłka.

Po utrzymanym bardziej w „starym” stylu Heaven Upside Down tym razem dostajemy kolejną woltę stylistyczną na miarę The Pale Emperor, tyle że bardziej na zasadzie glamowo-pop-rockowej fuzji gdzieniegdzie budzącej skojarzenia z Mechanical Animals. Miejscami się to sprawdza, jednak na każdy udany numer przypada również jeden potworek, przez co We Are Chaos jest najbardziej nierównym albumem, jaki kiedykolwiek wyszedł spod ręki Warnera  – ci, którzy są zaznajomieni z Eat Me, Drink Me czy wspomnianym już The High End of Low wiedzą, że jest to niemałe osiągnięcie.

Na jednym biegunie mamy więc numery reprezentujące tę lepszą stronę jedenastego krążka MM. Zaczyna się całkiem nieźle, bo od bardzo zgrabnego i zagranego z „duchem” kapeli Red, Black and Blue. Po kilku (a może nawet kilkunastu) odsłuchach w ucho wpada również refren singlowego We Are Chaos, a następujący po nim Don’t Chase the Dead to również w miarę przyjemny, lekki kawałek z nośnym refrenem, który szczególnej ujmy Mansonowi nie przynosi i zapewne wśrod jego fanów znajdzie grono sympatyków. W dalszej części krążka dobrze wypada również bardziej oldskulowy niepokojący Infinite Darkness, a prawdziwym hitem okazuje się najlepszy na albumie rockowy Keep My Head Together, który jako jedyny na płycie ma magnetyzm sprawiający, że chce się do niego wracać. Świetny numer, momentami ocierający się o majstersztyk, szkoda, że na We Are Chaos nie ma takich więcej.

No i tutaj przechodzimy na drugą stronę medalu. Przesłodzona pop-ballada Paint You With My Love, która gdzieś w połowie zamienia się w coś bardziej „mansonowego” to pierwszy z wielkich zawodów, tym bardziej że na Mechanical Animals Manson pokazał, że potrafi nagrywać tego typu utwory. Bardzo słabo prezentuje się też Half-Way & One Step Forward przypominający raczej jakąś dziwną (i kiepską) wariację na temat Small-Town Boy. Troszkę lepiej jest w Perfume, jednak jest to chyba jeden z gorszych „rockerów” nagranych przez MM. No a przecież na koniec zostają jeszcze Solve Coagula (w którym znowu usłyszeć można bezwstydnie podprowadzony riff) i Broken Needle – oba tak nijakie, że w zasadzie mogłoby ich na We Are Chaos nie być i mało kto by to zauważył.

Słabo to wygląda, prawda? Między najlepszym a najgorszym punktem nowego krążka Marilyna Mansona jest prawdziwa przepaść, a część utworów „pierwszej kategorii” w żaden sposób nie rekompensuje mielizn, których charyzmatyczny artysta na swoim nowym wydawnictwie niestety się nie ustrzegł. Zbyt mało tu hitów czy chociażby singlowego materiału, który u tego muzyka akurat zawsze wypadał dobrze. Jestem fanem i boli mnie pisanie tego, ale jednak trzeba to powiedzieć wprost – We Are Chaos to po prostu kiepska płyta z jednym znakomitym i kilkoma niezłymi momentami, przeciwwaga jest jednak zdecydowanie po stronie minusów. Tym razem eksperyment się nie udał, a jedenasty krążek Amerykanina zapisze się w mojej głowie jako jeden z jego gorszych. Szkoda.

 

Ocena: 5/10

Marilyn Manson na Facebooku

Łukasz W.

Tagi: , , , , , , , .