Mastectomy – “Hell On Earth” (2017)

Mastectomy kojarzę sprzed mniej więcej dwóch lat, gdy natknąłem się na split z ich, a raczej jego, udziałem. Pamiętam głównie, że, delikatnie mówiąc, niespecjalnie przypadli mi do gustu. Do pełniaka podchodziłem więc z pewną dozą sceptycyzmu i dystansu. Szczęśliwie, już pierwsze minuty pokazały, że Hell On Earth jest krokiem do przodu na każdym polu.

Wydany przez Rotten Music album zawiera czternaście numerów, trwających razem masywne pięćdziesiąt minut. Jeżeli ktoś nie znał wcześniej tego projektu, i jest słaby w dopasowywanie nazw do gatunku, śpieszę tłumaczyć że mówimy o brutalnym death metalu, bogatym zarówno w blastujące gonitwy, jak i slamujące groove’y.

Pierwsze pole, w którym doświadczymy rzeczonego progresu, to brzmienie. Ostatni split pod tym względem kulał, Hell On Earth natomiast serwuje dźwięk mniej przytłumiony, wyraźniejszy, gęściej napchany mięsem i dużo przyjemniejszy w odbiorze zarówno, jeśli chodzi o gitary, jak i automat perkusyjny. Muzyka też jest niebo wyżej od poprzednich nagrań. Wokal nareszcie brzmi, jak powinien, w numerach pojawiło się sporo urozmaiceń, przez co są one zwyczajnie lepsze i dłużej trzymają uwagę odbiorcy. Mimo, że nie są to arcydzieła kompozytorskie, to słucha ich się nieźle i bez bólu. Czy to bezustannie gnający do przodu Repulsive Inhuman Bestiality, czy wolniejszy, miażdżący Krew Za Krew, czy Aborted From A God’s Womb, poziom jest równy i wysoki. Szczególnie to widać w porównaniu do powtórnie nagranych Multiple Pavulon Injections, Squeezing The Trigger i Family Execution, którym odświeżenie bardzo wyszło na dobre. Mimo, że nieco odstają od nowych numerów, to jednak wprowadzają na płytę fajny, trochę bardziej prymitywny klimat. Do tego sporo sampli (czy ja słyszę Natanka w Destroying The Monument Of Holy Mary?), czyli brutaldeathmetalowy standard podany w dobrej formie. Przez większość czasu bawiłem się przednio, chociaż krążek jest stanowczo zbyt długi. Spokojnie można było podzielić go na dwa mniejsze wydawnictwa, a słuchacz i tak zbeształby się do syta.

Mastectomy pokazuje, że brutalny death metal nie jest domeną Teksasu i dorzuca do nurtu bardzo solidną cegłę. Warto sprawdzić, a tym bardziej obserwować dalej. Jeśli poziom progresu zostanie utrzymany, to za dwa nagrania będziemy mieli nowe Devourment.

Mastectomy na Facebooku

Ocena: 7,5/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , .