Master’s Hammer – “Fascinator” (2018)

Master’s Hammer to bez wątpienia jeden z największych klasyków ciężkiego grania z Czech. Już ponad 20 lat serwują nietuzinkowe albumy, a ich dwa duże długogranie z początku kariery na stałe wpisały się do kanonu black metalu. Po reaktywacji, która nastąpiła w 2009 roku, zespół regularnie dostarcza nowe płyty, gdzie na każdej starają się eksperymentować i wyciągać coś nowego ze swojej muzyki, więc jak w ręce wpadł mi nowy materiał tej formacji o tytule Fascinator – byłem oczarowany.

Album rozpoczyna utwór tytułowy, który od pierwszych dźwięków przypomina granie, jakie zespół zaprezentował za czasów swojej drugiej płyty. Już pierwszy motyw to wysunięte na główny plan klawisze i partie chóru, który przeradza się w zwrotkę graną w half timie, by następnie galopować w szalonych blastach, a wykończone jest to nośnym refrenem, który momentalnie wpada w ucho. Esencja Master’s Hammer rodem z 1992 roku. Z kolei taki Psychoparasit czy Ve Vezi Ticha sięgają muzycznie jeszcze głębiej, bo do genialnego debiutu, jakim był Ritual wydany w 1991 roku. Black metalowa jazda pełną gębą, dwie stopy grane z punkowym vibem nadają utworom odpowiedniej motoryki, a praca klawiszy w tle i obowiązkowe kotły dodają mrocznego i tajemniczego klimatu. Linkola jest pierwszym wielkim zaskoczeniem na tej płycie, bo zespołowi zgrabnie udało się połączyć granie ze starych czasów z powiewem świeżości. Poza zwrotkami w szybkostrzelnym stylu dostajemy refren z zacięciem heavy metalowym, a nawet zdarzają się czyste wokale, co momentalnie przyniosły mi na myśl Burzum z płyty Fallen. Takiego czegoś jeszcze ten skład nie zrobił. Satanska Nekrofilni Porna to natomiast już nowszy styl zespołu, czyli troszkę więcej elektroniki i ogólnie taka okołorammsteinowa atmostefa, która została najbardziej wyeksponowana na poprzednim albumie Czechów o tytule Formulae. Estetika Dabla zaczyna się od budowania stopniowo napięcia, by przerodzić się w zwrotkę graną w half timie z wtórującymi gitarom partiami klawiszy, która przeradza się w refren z tak nośnym tekstem, że nawet nie znając języka, zaczniecie go śpiewać, bo brzmi bardzo swojsko. Dalej następuje zwolnienie na albumie za sprawą utworów Krokodil oraz Astralni Dvojnici. Sypią się jak z rękawa bardziej toporne, wolne riffy, niejednokrotnie ozdobione damskimi chórami i klawiszami. Jest moment na złapanie oddechu po tak szybkiej jeździe, z którą mieliśmy przyjemność obcować przez pierwsze pół płyty. Klebta to kolejne zaskoczenie. Utwór zaczyna się wręcz hardrockowym motywem z mocno zarysowaną rytmiką, by krążyć wśród blastów i potężnym double bassem. Mimo tych cięższych zawirowań tak wpada w ucho, że jest to istny hit koncertowy. Odliv Mozku prezentuje psychodeliczne zapędy zespołu. Wokale nakładają się na siebie, gitary silnie dysonują i cały utwór wydaje się bez składu, co wprowadza atmosferę niepokoju. Espiritus Creativos oraz Exhumace znów przynoszą skojarzenia z albumem Jilemnicky Okultista. Dużo zmian riffów i tempa oraz te klawisze na pierwszym planie, a także rytmika numerów ponownie przenosi nas do przeszłości. Płytę zamyka Lost in Fjords, który jest w pełni instrumentalny, z narastającym budowaniem atmosfery. Świetny finisz dobrej płyty.

Master’s Hammer na tym albumie nie próbuje zrobić rewolucji, jak to miało miejsce w przypadku bardziej elektronicznej i innowacyjnej Formulae. Tu postawili na stare sprawdzone już rzeczy, dodając odrobinę innowacji, ale bez zbędnego przekombinowania. Usłyszymy tu fragmenty, które równie dobrze mogłyby się znaleźć na dwóch pierwszych albumach, ale też na tych, które zostały stworzone po reaktywacji składu. Trzeba też dać duży plus za produkcję, bo jest to chyba najbardziej detaliczny i potężnie brzmiący album w ich dyskografii. Wyszła z tego płyta, która jest świetną wypadkową całej twórczości, co powinno się podobać starym wyjadaczom tych nietuzinkowych Czechów, jak i nowym fanom, którzy zaczynają dopiero poznawać zespoł.

Ocena: 9/10

Tagi: , , , , , , , .