Materia – „The Rising” (2019)

Czy jest na polskiej scenie bardziej zdeterminowany zespół od Materii (z tych nie podpisanych z „majors”) – nie wiem. Skład pochodzący ze Szczecinka udowodnił już nie raz jak wielkie zaangażowanie potrafi włożyć w to, co robi, czy to przy okazji organizowania tras z zawstydzającą ilością dat, czy w ramach pojawiania się w programach typu talent show, czy też przy okazji produkcji kolejnych albumów, a nawet corocznej organizacji Materiafest. Trzeci września 2019 przyniósł nie tylko nowy dzień, ale także trzeci album zespołu Materia zatytułowany The Rising. Wydaniem płyty zajęła się firma Szataniec, która znana jest fanom ciężkiej muzyki z produkcji merchu dla wielu polskich kapel.

W pierwszych słowach muszę zaznaczyć, jak bardzo mnie ten album zaskoczył. Znam wcześniejsze płyty zespołu bardzo dobrze, widziałem Panów wielokrotnie na żywo, miałem okazję dzielić z nimi scenę i przekonać się jak pozytywnymi są osobnikami. Na bazie tych wszystkich doświadczeń miałem przeczucie, iż wiem, na co Materię stać, i jaki poziom może przynieść nowa płyta. Jakże dobrze jest się czasami mylić! The Rising przebiło moje założenia w każdym calu, stając się w obecnym momencie moim numerem jeden ostatnich paru tygodni, a nie da się ukryć, że przyswajam sporą ilość muzyki.

Jakiś czas temu obejrzałem wywiad z gitarzystą, który nosi bardzo zgrabną ksywkę Tede. Mówił, że nowy materiał ma być wielowarstwowy, bardziej kolorowy i atmosferyczny. Wszystko to zespołowi udało się włożyć w swoje utwory, dokładając jednocześnie sporą dozę przebojowości, klasycznego dla siebie kombinowania z rytmiką i piękna, które rusza nawet tak zatwardziałe serce death metalowca jak moje. The Rising zespół postanowił otworzyć od hiciora w postaci Shadows, uderzając nie ciężarem jak to się popularnie przyjęło przy otwieraczach płyt – a świetnym refrenem. Jest to zagranie na zasadzie „być albo nie być”, jeżeli Cię nie rozłoży emocjonalny śpiew Micha w tym utworze, to prawdopodobnie cały album będzie Ci obojętny. U mnie, przy każdym słuchaniu, w momencie, gdy słyszę wysoko zaśpiewane „I’m Falling…” pojawiają się ciary. Słychać bez wątpienia, że zespół spuścił z tonu, odpuścił klasyczne djentowe młócenie na rzecz nowych obszarów, może i nieco komercyjnych, ale godnych, przemyślanych i rozbudowanych. Drugim z absolutnych hitów jest pojawiający się na trzecim miejscu White Walls. Jest to delikatna kompozycja, posiadająca jakby rozmarzony charakter i (oczywiście) świetny refren, wyciskający emocje. W tym miejscu zaznaczę, że Michu przy nagraniach wokali chyba wyszedł z siebie i stanął obok, by we dwójkę nagrać ścieżki. Praca, którą odwalił jest przeogromna i w moim uznaniu, na dzień dzisiejszy, jest numerem jeden wśród wokalistów tego kraju. Poważnie. Growle, screamy, czyste śpiewy, falsety, harmonie, chórki – wszystko to tu jest. Brakuje tylko pig squeelsów i heavy metalowych pisków, które idę o zakład, że gdyby chciał to byłby w stanie wykonać. W kilku momentach można wyłapać również głos Tede, który dzielnie wtóruje bratu, wzbogacając partie wokalne swoim głosem.

Do grona faworytów dokładam utwory Another i Rosa Alba. Pierwszy z nich należy do grupy rozśpiewanych i spokojniejszych, ale dobrze zbudowanych i pozostających na dłużej w podświadomości. Drugi, sięga do korzeni zespołu i djentowego łamania kołem. Ta kompozycja obok Rising niewątpliwie należy do brutalniejszych z płyty. Zatwardziałych metali pragnąłbym także ostrzec przed Splinters. Jest to czwarta z kolei kompozycja i jakby to ująć… mi zalatuje klimatami Sum 41 czy Blink 182. Jest to odważne posunięcie, które mi nie przeszkadza, ale niejednemu stanie prawdopodobnie w gardle niczym suchar Karola Strasburgera.

Na zakończenie przyszedł mi do głowy taki klasycznie prosty wniosek: nie zawsze ciężar świadczy o mocy płyty. Na takową moc składa się przede wszystkim zbiór wrażeń podczas doświadczania danej muzyki, a emocje włożone przez muzyków w tworzenie muzyki są wprost proporcjonalne względem emocji odbiorców. Nie trzeba być brutalnym, by emanować siłą. Droga Materio, nagraliście świetny, dojrzały album. Przeskoczyliście samych siebie i unieśliście ciężar wielokrotnie większy niż Wasze ciała powinny unieść. Chylę czoła.

Ocena: 10/10

Materia na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , .