Megadeth – „Endgame” (2009/2019)

W ciągu wznowień wydawniczych BMG jednym z albumów, który doczekał się ponownych narodzin jest dwunasty z kolei Endgame zespołu Megadeth. Krążek ten wznowiony został w okrągłą rocznicę, w roku obecnym minęło dziesięć lat od oryginalnej premiery. Dzięki BMG mamy okazję sprawdzić ten album w nowym, zremasterowanym brzmieniu przy pomocy klasycznego CD, jak i z płyty winylowej. Jak w przypadku poprzednich wznowień, za dźwięk na Endgame odpowiada Ted Jensen, który w swoim życiu miał okazję produkować największych (na przykład Guns N’ Roses, Machine Head, Mastodon).

Nie jest tajemnicą, że fani zespołu raczej rozdzielają dwie ery w historii Megadeth. Pierwsza to oczywiście lata 80. i 90., w których zespół zbudował swoje imperium i nagrał niepodważalne diamenty heavy metalu. Erę tę zakończył poważny fuck up w postaci wydanej w 1999 roku płyty Risk, która rozdziela na pół historię Megaśmierci. Druga era to ta po Risk, czyli powrót do ciężkiego grania i nieco bardziej „poukładany” charakter muzyki. Nie jeden bez sekundy zastanowienia powie, że tylko liczy się pierwsza epoka. Ja do nich nie należę i znajduję sporo wartościowej muzyki w nowszym okresie działalności zespołu Mustaine’a.

Jedną z lepszych płyt, które wyszły w późniejszym okresie jest Endgame. Możliwe, że nawet dla mnie najlepszą. Wcześniejsze albumy oceniam jako dobre, ale tu po latach Dave wrócił do nieco mroczniejszego stylu, utwory są „ciemniejsze”. Wrócił chory, charakterystyczny choćby dla Countdown To Extinction klimat, zawierający nutkę szaleństwa i schizofrenii. Ten element zawsze był ważną cząstką Megadeth, on dał im wyjątkowość i w moim uznaniu przewagę nad innymi zespołami gatunku thrash metal. Oczywiście kocham wiele zespołów tej sceny, mam także świadomość, że każdy z nich ma coś do zaoferowania, ale Megadeth wywarło na mnie znacznie większy wpływ.

Słuchając po wieloletniej przerwie albumu Endgame, przeżywam ją na nowo i wręcz jestem zdziwiony, że zapomniałem jak dobry jest to krążek. Dla tych, którzy się nie chcą ze mną zgodzić polecam usiąść na przykład do utworu Bodies, który jak dla mnie zasługuje na dołączenie do klasyków zespołu. Mocny riff, dobra linia wokalna zwrotki i świetnie położony refren nawiązują do najlepszego okresu Megadeth. Wisienką na torcie także mogą być popisy solowe, które zawsze tu były na wysokim poziomie. Dla mnie ten utwór to majstersztyk, a nie jest jedynym tak zacnym.

Sprawdzenie wznowień dla fana Megadeth to oczywisty obowiązek. Tu nie ma nad czym się zastanawiać, pierwsze wydania będą zawsze wzbudzały nutę nostalgii, ale warto także sprawdzić, jak stare utwory zachowują się w nowej oprawie. W przypadku Endgame wiele radości dało mi nie tylko słuchanie go z czarnego placka, ale także przypomnienie sobie tych świetnych kompozycji.

Ocena : 9/10

Megadeth na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , , , .