Megadeth – „The World Needs a Hero” (2001/2019)

Byłem w czystym szoku, gdy okazało się, że The World Needs a Hero w tym roku stuknęło już osiemnaście lat. Pamiętam dokładnie jej premierę i w moim odczuciu nie było to tak dawno. Cóż, czas płynie nieubłaganie. Z okazji pełnoletniości BMG wydało wznowienie albumu z nowym masteringiem i po raz pierwszy na płycie winylowej.

Z przyjemnością podszedłem do sprawdzenia płyty po latach, szczerze mówiąc albumu nie słuchałem prawdopodobnie od pierwotnej premiery w 2001 roku i nie pamiętałem już muzyki na nim zawartej. Zapamiętałem tylko odczucia z nią związane, czyli radość powrotu Megadeth do cięższego brzmienia po bardzo nieudanym Risk, który stał się dowodem na to, że Mustaine nie potrafi robić lekkiej muzyki i nawrót na stare tory był konieczny.

Zacznę od warstwy brzmieniowej albumu. Nowy mastering wykonał Ted Jensen, znany z pracy z artystami wielkiego pokroju. Na jego liście pojawiają się takie gwiazdy jak Clapton, Madonna, George Michael czy lekko zabawny latino lover Ricky Martin. Żeby nie budzić Waszych obaw nadmienię, iż współpracował również ze sporą ilością muzyków rockowych i metalowych, między innymi z Mastodon, Slipknot, AC/DC i Metalliką. Jako że mam możliwość oceny brzmienia, słuchając winyla, mogę powiedzieć, że jestem bardziej niż zadowolony. Albumy Megadeth zawsze charakteryzuje dopracowana warstwa dźwiękowa, The World Needs a Hero nie jest wyjątkiem, a w nowym remasterze i z czarnego placka absolutnie zachwyca. Mastering posiada wyraźną górkę i mocny dół, a gdy pojawia się podwójna stopa, mam obawy, że panele w mieszkaniu będą wymagać doklejania. Dźwięk jest czysty, wyraźny i obala mit, że muzyka z gramofonu to trzaski i szumy. Dobrze zrobiony placek we współpracy ze znośnym sprzętem oferuje piękną przestrzeń i ciepły bas, których próżno szukać na innych nośnikach.

Muzycznie po latach album odbieram znacznie inaczej, gdy pozbawić go ulgi i obaw o kontynuację drogi z Risk. Ocena staje się surowsza. Znam późniejsze produkcje, wiem na co było stać Musteine’a. Tak się złożyło, że akurat krótko przed premierą remastera The World Needs a Hero odkurzyłem sobie także Cryptic Writings z 1997 roku i w mojej ocenie są one do siebie podobne. Występuje na nich ten sam poziom melodii, ciężaru (czy też jego brak w wielu momentach). Słyszalny jest wyraźny styl Megadeth, ale pokrętło balansu ustawione jest w innym miejscu. Ciężko te albumy nazwać jednoznacznie thrash metalem, sporo tu rocka, heavy metalu i nacisku na próbę pisania przebojów. Refreny są ważnymi elementami każdej kompozycji, przez co pierwsze słuchanie po długim czasie było nieco ciężkie, ale po trzech/czterech odtworzeniach okazało się, że warto było się zatrzymać przy tym wydawnictwie. Praktycznie musiałem nauczyć się tej płyty na nowo, a kompozycje przy kolejnych odsłuchach pokazywały drugie dno. Zacząłem wyłapywać cięższe partie, na które nie zwracałem z początku uwagi. A te zdecydowanie przypominają Countdown To Extinction, za dobry przykład może służyć ostatni z płyty When, który nawet kończy się w podobny sposób. Smaczki tego pokroju ukryte są między nachalnymi melodiami w stylu singlowego Moto Psycho i trzeba trochę czasu poświęcić, by do nich się przebić.

Ostatecznie stwierdzam, że jako fan Megadeth nie mógłbym The World Needs a Hero ocenić nisko. Nie jest to na pewno szczytowe osiągnięcie w dyskografii Mustaine’a, ale dalekie jest również od najgorszego. Mam równocześnie odczucie, iż pomimo tego, że na przykład ostatni krążek Megadeth Dystopia jest znacznie cięższy, to jest na nim jakby mniej korzennego stylu zespołu względem The Worlds…, któremu jest bliżej do płyt Megadeth z lat 90.

Ocena: brzmienie 10/10, muzyka 8/10

Megadeth na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , , , .