Megadeth – “United Abominations” (2007/2019)

Z dniem 26 lipca tego roku wytwórnia BMG uraczyła fanów muzyki metalowej nie lada gratką w postaci kolejnych reedycji z obozu jednych z pionierów thrash metalu, czyli zespołu Megadeth. Tym razem wybór padł na United Abominations (2007), Endgame (2009) i Th1r3en (2011), a ja w tym tekście skupię się na pierwszej z nich.

Album United Abominations miał swoją premierę 15 maja 2007 roku, debiutując na ósmej pozycji listy Billboard, co było najwyższym wynikiem od 1994 roku, w którym to kompletnym hitem okazała się płyta Youthanasia. Płyta United… zebrała sporo dobrych recenzji, dobrze radziła sobie pod względem sprzedaży i została świetnie przyjęta przez fanów, a ja z wielką przyjemnością zmierzę się z nią po dwunastu latach od premiery. Jak w przypadku wszystkich reedycji za zrobienie remasteringu odpowiedzialny jest kolos wśród producentów Ted Jensen. Album oryginalnie wyprodukowany przez Dave’a Mustaine’a i Andy Sneapa w nowym wydaniu brzmieniowym jest bardzo naturalny i „megadethowy”. Mam możliwość odsłuchu płyty winylowej, co oczywiście podwyższa walory jakościowe odbioru. Sound, jak i oprawa na najwyższym poziomie.

Muzycznie, na rok 2019, odbieram ten album jako mieszankę klasycznego stylu Megadeth z lat 80. i 90. z domieszką heavy metalu czy nawet hard rocka. Jest to już znacznie wygładzony styl względem najbardziej docenianych płyt. Niewątpliwie jest to konsekwencją dojrzałości, rozwoju i wizji lidera zespołu. Wiele bardzo charakterystycznych, agresywnych utworów posiada melodyjne, wpadające w ucho refreny, czego najlepszym przykładem mogą być choćby takie utwory jak otwierający Sleepwalker z niepokojącym tekstem o lunatykowaniu i trzeci z kolei Walk Alone…A Call To Arms, gdzie dynamika przypominać może płytę Countdown To Extinction. Całość oczywiście okala rozpoznawalny wokal Dave’a i jego specyficzne podejście do pisania harmonii, których nie da się pomylić z nikim innym. Nie można również nie wspomnieć o świetnej współpracy gitar Mustaine’a z Glenem Droverem, które są stworzone z pomysłem, bez przesadnych popisów. Wszystkie partie oprócz nienagannego odegrania cechuje wyważony smak całości. Mam wrażenie, że pod tym względem jest to najlepszy album od czasów odejścia Marty’ego Friedmana.

Sporym hitem okazał się także ponownie nagrany utwór À Tout Le Monde pochodzący z płyt Youthanasia. W nowej wersji do wspólnego wykonania została zaproszona Cristina Scabbia z zespołu Lacuna Coil i momentalnie utwór stał się przebojem.

Przyznaję, że ciężko obiektywnie ocenić album krótko po smutnej wiadomości o chorobie Dave’a. W każdym razie trzymam kciuki za zdrowie rudego lidera Megadeth i życzę mu wiele lat śpiewania i grania na największych stadionach na świecie, czekając równocześnie na nową płytę, i słuchając wznowień.

Ocena : 7/10

Megadeth na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , , , , .