Metallica – “S&M 2” (2020)

metallica s&m 2

Nie sposób wskazać na metalowej scenie drugiego takiego giganta jak legendarna już za życia Metallica. Kalifornijczycy to już nie tylko zespół, to globalna marka obecna właściwie wszędzie, a ich koncerty za każdym razem wyprzedają się w moment,  i to pomimo faktu, że muzycznie ich działalność ostatnio coraz bardziej zaczyna przypominać przysłowiowe odcinanie kuponów. Mało również jest kapel, które aż tak dzieliłyby metalową społeczność. No bo przecież jedni powiedzą, że kwartet skończył się na Kill’em All, inni tego końca wypatrują w Black Albumie, dla jednych się sprzedali i słuchanie ich to obciach, a dla drugich przeciwnie, część uzna, że powinni zakończyć karierę przed dopuszczeniem się wydania St. Anger, inni wyklinają ich za nieszczęsne Lulu… Mało tego, w ich katalogu jest jeszcze album S&M, w kwestii którego również powstały dwa obozy.

Czy druga odsłona nagranego z udziałem orkiestry koncertu Metalliki jest potrzebna? Trudno powiedzieć, choć raczej skłaniałbym się ku temu, że nie do końca. Nie zmienia to jednak faktu, że Panowie postanowili ją wydać. Bo mogą. No i pewnie też dlatego, że sprzedaje się jak świeże bułeczki. Jako że należę do grupy, która pierwsze S&M uznaje za udany eksperyment, uznałem że dwójeczkę chętnie sprawdzę. Lubiłem te symfoniczne ozdobniki, zaś w ubiegłym roku w Pradze zespół był w tak dobrej formie, że na pierwszy rzut oka S&M 2 wyglądało mi na coś, co szybko trafi w moje serduszko. A jak jest w rzeczywistości?

Zacznijmy od setlisty – oczywiście nie brakuje w niej standardowych punktów każdego występu zespołu (One, Enter Sandman, Nothing Else Matters, Master of Puppets), jednak zajmują one miejsce na samym końcu tego dwupłytowego wydawnictwa. Część pozostałych utworów pokrywa się z tym, co usłyszeliśmy w 1999 roku (wraca między innymi świetny No Leaf Clover), jednak obok tego znajdziemy kilka utworów nagranych przez zespół już w dwudziestym pierwszym wieku i to chyba właśnie ta kwestia była dla mnie najciekawsza – w jaki sposób Metallica dopasuje swoje nowsze dokonania do asysty orkiestry.

Niekoniecznie mogę ocenić jak wielka w tym zasługa zespołu, a jak wielka poprawek dokonywanych w studio, ale na S&M 2 zespół wypada bardzo dobrze. Instrumentalnie mamy tu poziom, do którego giganci zdążyli już nas przyzwyczaić (bez potknięć Ulricha), więc wszelkie pochwały zarezerwowane będą wyłącznie dla Jamesa Hetfielda, który brzmi tutaj tak samo jak brzmiał podczas WorldWired Tour 2019 – po prostu znakomicie, najlepiej od wielu lat. Orkiestra zaś… cóż, podobnie jak na pierwszej części w przeważającej większości utworów nie dominuje, nie przeszkadza (jeśli można tak nazwać aranże), ale kilkukrotnie wysuwa się na pierwszy plan (początek The Day that Never Comes, The Unforgiven III), dodaje dramaturgii (The Outlaw Torn, Wherever I May Roam), a na początku drugiego krążka podczas antraktu dostaje nawet kilka minut wyłącznie dla siebie (z drobnym wsparciem zespołu w Iron Foundry). Ogółem jeśli ktoś lubi takie klimaty, to będzie zadowolony. Ci nastawieni sceptycznie do pierwszego S&M nie mają na dwójce czego szukać. Nie da się też ukryć, że to właśnie te bardziej eksperymentalne wykonania niektórych numerów zespołu są głównym powodem, dla którego z S&M 2 warto się zapoznać. Wspomniane Unforgiven III będące duetem wyłącznie Hetfielda i orkiestry symfonicznej, oraz rewelacyjna akustyczno-symfoniczna wersja All Within My Hands to zdecydowanie najciekawsze punkty tego koncertu, uwagę przykuwa również (Anesthesia) Pulling Teeth zagrany w hołdzie dla Cliffa Burtona przez basistę orkiestry, Scotta Pingle’a. Cała reszta to bardzo solidne wykonanie szeregu dobrych lub świetnych utworów z orkiestrowymi ozdobnikami, których wpływ na utwory najczęściej jest nieznaczny. No i przede wszystkim te numery, które były zawarte również w pierwszym S&M brzmią tutaj bardzo podobnie jeśli o pracę orkiestry chodzi.

Dlatego też chociaż określiłbym drugą odsłonę Metallki z orkiestrą jako dobry live album z kilkoma wyjątkowymi momentami, to jednak po tych ponad dwóch godzinach, które na zapoznanie się z nową propozycją zespołu trzeba poświęcić, pozostaje lekki niedosyt. Jest przyjemnie, ale szkoda, że nie pokuszono się o większe ryzyko i nie pozwolono orkiestrze „przerobić” jeszcze kilku utworów na coś niespodziewanie innego. Choć wielkie utwory nadal są tu wielkie, to jednak S&M 2 niestety nie robi takiego wrażenia jak oryginał z 1999 roku i niewątpliwie jest pozycją, którą powinni zainteresować się głównie najwięksi fani thrash metalowych gigantów. W sumie przecież tak właśnie będzie.

Ocena: 7/10

Metallica na Facebooku

 

 

Łukasz W.
Latest posts by Łukasz W. (see all)

Tagi: , , , , , , , .