Mgła – “Age of Excuse” (2019)

Po raz kolejny (podobnie jak w przypadku ostatniego albumu Kriegsmaschine) nagle, bez wcześniejszych zapowiedzi (poza singlowym Age of Excuse II) i wyznaczonych dat – spadła na słuchaczy nowa Mgła. O tym, że to jedna z najważniejszych premier 2019 roku nikogo przekonywać nie trzeba – z tego też względu postanowiliśmy przygotować na jej temat podwójną recenzję. 

Pierwszy o Age of Excuse wypowiedział się red. Vladymir:

Na nowy materiał Mgły czekałem z wypiekami na twarzy od dnia nieoczekiwanej premiery Apocalypticists, sygnowanego nazwą Kriegsmaschine, czyli drugiego projektu M. i Darkside. Kiedy w sierpniu w sieci ukazała się zapowiedź następcy Exercises in Futility, starałem się omijać tę kompozycję szerokim łukiem, by znów dać się zaskoczyć, gdy Age of Excuse pojawi się w całości. Drugiego dnia września, kiedy po serii upalnych dni w końcu nastąpiło skrajne załamanie pogody, rozlały się jesienne deszcze, a temperatura spadła o kilkanaście stopni, kraj zasnuła nowa Mgła.

Na okładce grafika autorstwa utalentowanego Zbigniewa M. Bielaka, a w środku sześć świeżych kompozycji, czterdzieści dwie minuty black metalu z najwyżej półki. Mgła pewnie kroczy po wytyczonej przez siebie ścieżce, opierając się na solidnie wypracowanym i charakterystycznym brzmieniu, którego nie sposób pomylić z żadnym innym projektem muzycznym. O ile w przypadku poprzedniego dzieła duetu, czyli wspomnianej płyty Apocalypticists, Darkside i M. pozwolili sobie na więcej eksperymentalnych rozwiązań, sięgając po motywy, które urozmaicały poniekąd wypracowaną przez lata stylistykę, w twórczości Mgły nie ma miejsca na sentymenty i krzyżowanie inspiracji czy gatunków – tutaj mamy do czynienia z monolitycznym dziełem, które perfekcyjnie wpisuje się w dźwięki znane z With Hearts Toward None i Exercises in Futility.

Intensywna dawka mglistego blacku wypływa z głośników od pierwszej do ostatniej sekundy Age of Excuse. Krążek rozpoczyna się od wywołującego ciarki zgrzytania zębami – i to dosłownie. Gościnny występ E.V.T., który odpowiedzialny jest za drugą gitarę podczas koncertowych występów Mgły to ciekawy i niepokojący zarazem motyw. Na albumie pojawia się również The Fall, znany z gry na basie i gardłowego wsparcia na koncertach, który na Age of Excuse położył swoje dodatkowe wokalizy. Krążek powstał zatem przy udziale całego kwartetu, który kojarzymy z czarną pończochą, kapturem i skórzaną kurtką. Uczucie niepokoju, wywołane przeszywającym zgrzytaniem zębów, towarzyszy mi aż do końca pierwszego monumentalnego utworu, który nie pozostawia cienia wątpliwości, z kim mamy do czynienia. Elita rodzimego czarnego metalu składa ofiarę w postaci hipnotycznych riffów i szaleńczych ride’ów, splashy i crashy. Darkside – profesor niszczycielskich perkusyjnych kawalkad, po raz kolejny udowadnia, że z bębnów i talerzy można wycisnąć o wiele więcej, niż wydaje się zwykłym śmiertelnikom. Z rytmiką idealnie współgrają pokrętne, złożone gitary. Zarówno riffy, jak i motywy solowe rewelacyjnie korespondują z perkusją. Ponad ścianę dźwięków unosi się mocniejszy niż zwykle głos M., który po raz kolejny przechodzi sam siebie, dostarczając ciekawe liryki. Peany można składać w nieskończoność, a tyczą się one całego krążka, gdyż Age of Excuse to bardzo równe dzieło, w którym próżno szukać słabych momentów. Nie ma tu „zapychaczy”, nie ma „erzaców”, o których M. śpiewa w III.

Gdybym zaś miał wyróżnić któreś kompozycje, to z sześciu utworów wybrałbym trzy, oznaczone numerami I, III i VI. Pierwszą z nich cenię szczególnie za wspomniane hipnotyczne riffy, ale też wpadają w ucho motywy. M. i Darkside potrafią rewelacyjnie otwierać swoje albumy, co tyczy się zarówno Mgły, jak i KSM. W przypadku trzeciego utworu wyjątkowo odpowiada mi współpraca gitar i perki, zaś w ostatniej kompozycji muzycy wypracowują brzmienie, którego do tej pory nie było – oparte na klasycznej Mgle, lecz z nowym pazurem, czym duet udowadnia, że wciąż ma parę asów w rękawie.

Age of Excuse jest albumem kompletnym, mrocznym, melancholijnym i zimnym. Atmosfera, którą za każdym razem udaje się stworzyć duetowi Darkisde i M. przenika słuchacza do szpiku kości, bezkompromisowo siejąc zniszczenie na swojej drodze. Rok temu myślałem, że nie da się przebić Exercises in Futility – album Apocalypticists udowodnił, że się mylę. Tym razem oczekiwałem albumu przynajmniej na równi z poprzednim, a dostałem potężny cios, od którego trudno będzie się pozbierać przez najbliższe dni, gdy Age of Excuse nie będzie opuszczać moich odtwarzaczy. Chylę czoła i składam pokłon przed wszechmocnymi twórcami z Mgły. Dziękuję za Waszą twórczość.

Ocena: 10/10


Nieco inaczej do odsłuchu Age of Excuse podszedł red. Synu

Mógłbym w recenzowaniu nowej Mgły pójść na łatwiznę. Dołączyć do grona wyrażających entuzjazm graniczący z fascynacją, których doświadczyć można w nadmiarze od momentu publikacji Age of Excuse w sieci. Napisać, że to kolejna doskonała płyta M. i D., na której krakowski duet wznosi swój charakterystycznie melodyjny black metal na wyżyny niedostępne dla wielu zawodników, wylewających swe siódme poty w tej niełatwej dyscyplinie sportu. Wznieść ręce w geście zachwytu, grając jedną melodię ze znaczną grupą odbiorców, którzy o Age of Excuse zdążyli już swoje zdanie wyrazić.

Brakuje mi jednak w tym powszechnym uniesieniu nuty zdrowej rezerwy i podejścia pozbawionego żarliwej ekscytacji. Oceny nastawionej na wypunktowanie słabości, których – mimo bezdyskusyjnie wysokiego poziomu nowej płyty – Mgła się nie wystrzegła.

Bo choć Age of Excuse oczywiście słucha się – pod względem czysto muzycznym – znakomicie, Mgła nagrała jednocześnie album bardzo bezpieczny, płytę, która zastale kroczy ścieżką wydeptaną przez swoją poprzedniczkę. Rację będą mieli ci, którzy powiedzą, że konsekwencja to synonim Mgły, a cała jej dotychczasowa twórczość opierała się na rozwoju dość hermetycznej stylistyki, nie sposób oprzeć się jednak wrażeniu, że między poprzednimi krążkami wspomniany postęp był bardziej wyczuwalny.

No i tu dochodzimy do sedna moich mgielnych rozważań. Jeżeli nie da się w nieskończoność dopracowywać czegoś, w czym osiągnęło się już perfekcję (której wyrazem niewątpliwie była wydana 4 lata temu Exercises In Futility), chętnie usłyszałbym jak Mgła radzi sobie z uwieraniem, wynikającym z dojścia do swej twórczej ściany. Biorąc pod uwagę podejście M. do prowadzenia zespołu, jestem przekonany, że przeszkody w tej kwestii nie stanowiłyby oczekiwania fanów i ogromna popularność, jakiej (wbrew wszelkim marketingowym i rynkowym prawidłowościom) grupa się doczekała.

P.s. jeden aspekt na Age of Excuse wymyka się powyższym zastrzeżeniom. To gra Darkside’a. Ten gość (i jego udział) stanowi dziś niewątpliwie najważniejszy element jakościowy Mgły. Rytmiczne niuanse, przejścia i akcenty, które pozornie tylko giną w gąszczu blastów, finezja i gracja, jaka charakteryzuje jego partie, to temat na osobny elaborat.

I to głównie z jego powodu Age of Excuse zagości w moich głośnikach na dłużej.

 

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , .