Mindsedge – “Shades” (2016)

Post rock ma się w naszym kraju naprawdę dobrze. Polska liga zespołów prezentujących ten podgatunek to nie tylko marki znane i utytułowane (vide Tides From Nebula, Besides, Sounds Like the End of the World), ale również młode, obiecujące składy (Spoiwo, Underfate, Tsima, czy Signal from Europa). Do grona tych drugich, których karierę obserwować będę z pewnością bardzo uważnie, dołącza właśnie zespół Mindsedge.

Drugi album grupy zatytułowany „Shades” to 9 instrumentalnych kompozycji (no może nie do końca, ponieważ miejscami pojawiają się na płycie kobiece wokalizy) składających się łącznie na 46 minut muzyki. To dobrze wyważona dawka materiału, która z jednej strony nie pozostawia słuchacza z uczuciem niedosytu, z drugiej nie powoduje też znużenia ani nie wywołuje wrażenia przeładowania treścią.

Pochodzące z Mazowsza trio gra tę odmianę post rocka, którą szczerze sobie cenię. Zróżnicowane klimatycznie, choć oparte głównie na mocnych, wyrazistych gitarach kompozycje, z elegancko zaakcentowaną sekcją rytmiczną, to w zasadzie kwintesencja tego co w post rocku mile widziane.

Znajdziemy tu zarówno charakterystyczne gitarowe piórkowanie, spokojne nastrojowe partie, łagodne intra, jak i dobitne, ocierające się wręcz o metalowe rzemiosło momenty. Niewątpliwą zaletą tego składu jest umiejętność budowania wielowątkowych, dźwiękowych opowieści (kompozycje trwają średnio 5-7 minut), łączących różnorodne elementy. Zgrabnie przechodzenie ze stonowanych melodii, w ciężkie riffowanie oraz stopniowe budowanie klimatu (w Unmeisen, Snowstorm czy Pathways), jest tego najlepszym przykładem.

Bardzo podoba mi się również praca sekcji rytmicznej. W takim Tesla czy Shapeshifter (ładny ukłon w stronę twórczości Niemców z Long Distance Calling) to właśnie ona gra pierwsze skrzypce, co nadaje tym kompozycjom wyraźnie wyczuwalną dynamikę.

Nie da się niestety przemilczeć faktu, iż krążek cierpi na wszelkie bolączki dotykające post rock w ujęciu całościowym. Z uwagi jednak na to, że prochu (w związku z dość wąskim obszarem stylistycznym) w tej muzycznej bajce stworzyć się już raczej nie da, z nawiedzającym słuchacza wrażeniem deja vu trzeba się po prostu pogodzić.

Na pochwałę zasługuje niewątpliwie produkcja „Shades” (praca wykonana przez Tomasza Korczaka z Red Yeti Studio). Brzmienie jest rewelacyjne, instrumenty brzmią bardzo selektywnie, odpowiednia głębia i moc robią naprawdę dobre wrażenie. Słychać, że zespół jest doświadczony oraz w pełni świadomy tego jak chce i powinien brzmieć.

Na koniec pozostaje wspomnieć o zamykającym płytę utworze Shades. Wzbogacona wokalnie przez Małgorzatę Pawłowską kompozycja to totalna bomba emocjonalna, niesamowicie klimatyczna i melancholijna.

„Dwójka” Mindsedge to ponadprzeciętnie udane wydawnictwo. Sympatyków post rocka powinno przekonać z miejsca, podobnie jak z resztą każdego, kto ceni sobie dobre, instrumentalne, gitarowe granie. Ja jestem kupiony.

Ocena: 8/10

Synu

Fan szeroko pojętej muzyki gitarowej. Z wszelkich szuflad i gatunkowych etykiet.
Napisz do autora: synu@kvlt.pl
Synu

Tagi: , , , , , , , , , , , .