Minsk/Zatokrev – “Bigod” (2018)

Niebawem, pod koniec października, w Polsce pojawią się na dwóch koncertach sludge’owe kapele Minsk i Zatokrev, które promować będą swój najnowszy krążek. Złożony z czterech kompozycji split pod tytułem Bigod to zderzenie dwóch ciekawych spojrzeń na pochodną doom metalu.

Przyznam, że choć miałem okazję w przeszłości trafić na twórczość amerykańskiego Minsk, tak było to dla mnie pierwsze spotkanie ze Szwajcarami z Zatokrev. Gdyby przyjrzeć się historii obu kapel, to można dostrzec kilka podobieństw, nie tylko w samej muzyce, ale i w chronologii. Otóż oba zespoły powstały w roku 2002, a od ostatniego pełnowymiarowego wydawnictwa minęły w tym roku trzy lata. Warto dodać, że albumy z 2015 roku były krążkami numer cztery, zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku. Może to tylko czysty przypadek, a może los pchał muzyków Minsk i Zatokrev, by wypuścili wspólne wydawnictwo?

Sherlockowanie pozostawmy z boku, skupmy się na zawartości artystycznej splitu Bigod. Na pierwszy ogień idzie grupa z USA i ich czternastominutowy obelisk w postaci Invoke/Revive, podzielony nie tylko w tytule na dwie części. W rzeczy samej, w okolicach połowy utworu zmienia się stylistyka – z ciężkiej niczym smoła parady riffów na atmosferyczne budowanie przestrzeni, która potem zamyka się i spada na słuchacza kawalkadą ostrych wokaliz, którym wtóruje klimatyczne prowadzenie przez bębny. Zdecydowanie bardziej przypada mi do gustu ta druga część kompozycji, poniekąd da się odczuć większą swobodę twórczą muzyków właśnie w tych nieco delikatniejszych momentach.

Z kolei Zatokrev odpowiada równie długim numerem Silent Gods. Tu z kolei spotykamy się poniekąd z odbiciem lustrzanym względem poprzedniego utworu. Szwajcarzy zaczynają lżej, z większą rezerwą i atmosferą, by w połowie uderzyć pełną mocą. Nie ma tu miejsca na przypadek, wszystko jest bardzo dobrze zaplanowane i rozłożone, co sprawia, że Silent Gods jest niezwykłą astralną podróżą wśród pokrętnych dźwięków. Takie podejście do doomowej stylistyki podoba mi się najbardziej – jest w tym moc, ale i miejsce na ambitne rozwiązania i niekonwencjonalne zaskoczenia.

Następnie na splicie pojawiają się dwa krótsze, pięciominutowe utwory. Najpierw wjeżdża Salvatore w wykonaniu Zatokrev. Atmosferyczny monument, pozbawiony ciężkich riffów i mocnych bębnów, a nawet dominującego śpiewu. Gdybyśmy mieli do czynienia z longplejem, tego typu kompozycja byłaby świetnym przerywnikiem gdzieś w okolicach dwóch trzecich albumu. Szwajcarska kapela w takim wydaniu może budzić skrajne emocje, więc tu osąd pozostawiam Czytelnikom.

Inaczej jest natomiast z ostatnim rozdaniem kart na Bigod, gdzie dealerem jest Minsk. W The Chalice And The Dagger mamy stanowczy zwrot ku ciężkiemu graniu, choć miejscami wpieranemu bardziej atmosferycznym metalem. Całość jest oparta o powolne tempo i mocne bicie, jak również w dalszej części o spokojną narrację. Można powiedzieć, że Amerykanie łączą w tym kawałku wszystko, co do tej pory usłyszeć można było na splicie. Numer ten wpisuje się też w ich poprzednie dokonania, więc wielkiego odkrycia tutaj nie dokonamy.

Bigod to split nieoczywisty. Przy pierwszym podejściu nie jest to materiał, który zapada w pamięć i chce się do niego wracać. Przyznam, że dopiero po czwartym, bardziej wnikliwym przesłuchaniu, mogłem w końcu podzielić się z Wami opinią na temat płyty Minsk i Zatokrev. Krążka trzeba po prostu słuchać w skupieniu, porzucić wszystko inne, by na czterdzieści minut dać się ponieść skomplikowanym muzycznym strukturom i czerpać z nich przyjemność. Bigod to po prostu dobra i ciekawa propozycja, którą warto usłyszeć na żywo.

Ocena: 7/10

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , .