Misanthropia – „Omerta”(2016)

Co zrobić, gdy się ma ambicje zostać drugim Dimmu Borgir czy Old Man’s Child? Uważając przy tym, żeby nie być posądzonym o bezmyślne kopiowanie? Ano albo dać sobie spokój albo po prostu nagrać rzetelny album mając w głębokim poważaniu wszelkiego typu zarzuty o swoisty plagiat. Misanthropia wybrała drugą opcję Nieznana mi wcześniej kapela ma już dekadę stażu na karku, w tym czasie nagrali trzy pełne albumy. W 2016 rodzima Via Nocturna wydała ich trzeci album zatytułowany Omerta. Nie będę ściemniał, że kojarzę wcześniejsze materiały grupy, zatem skupię się na najnowszym albumie Misanthropii.

Na początek płyty Misanthropia serwuje dość spektakularne otwarcie. Jest nieco nostalgicznie, a zarazem ze strony zespołu jest mały ukłon w kierunku muzyki filmowej. Na szczęście na całej płycie nie ma nagminnie eksploatowanego huku, grzmotów, czy innych infantylnych aranżacji częstych w tym gatunku. Jak wspomniałem, wyjątkowo zaskakuje quasi filmowy wstęp, i taki jest cały pierwszy utwór – Morte dei capi. Następnie mamy mały wehikuł czasu i oto lądujemy w latach, gdy miały premiery najlepsze płyty symfonicznego black metalu. Ten gatunek to w dzisiejszych czasach trochę synonim obciachu, ale pamiętam doskonale, kiedy miał on tłuste lata.

Misanthropia ma naprawdę spory potencjał, i na szczęście konstruując poszczególne kompozycje, stawia na warstwę stricte metalową. Nie ma tu przedawkowania klawiszy, co jest częstym grzechem przedstawicieli symfonicznego BM. Można uznać, że każdy z muzyków dał z siebie  sporo przy tworzeniu i nagrywaniu Omerty. Płyta świetnie brzmi, wkład tu na pewno miał Mike Wead, który podobnie jak drugi album, też zmiksował trzecią płytę. Z info od kapeli wynika, że perkusja została nagrana w szwedzkim studio Soulless, co nie pozostało bez wpływu na konkretne brzmienie. W tym upatruję dobrego brzmienia płyty i należytego wyeksponowania poszczególnych patentów, nic tu nie zostało „położone” przez ścianę dźwięków i płaskie brzmienie. W efekcie mimo stylu symfonicznego BM, który preferuje często klawiszopodobne przeładowanie, na płycie Misanthropii mamy żywo brzmiący materiał.

Jednoznacznie słychać, że Misanthropia dała radę nagrać album, który jest równy, do samego końca trzyma poziom. Jak wspomniałem, mimo specyficznej stylistyki, nie ma tu przesadnego lukru, klawisze sprawnie „towarzyszą” reszcie instrumentów, widać nikt nie miał tu ambicji pchać się z klawiszami na pierwszy plan.
Tak na marginesie naszła mnie refleksja, że to dosyć zabawne, że muzyka metalowa jest niby wolna od trendów, a tymczasem obiektywnie mogę stwierdzić, że taka Misanthropia dwie dekady temu byłaby objawieniem. Za to teraz są kapelą, która musi się w jakiś sposób zmagać z antykoniunkturą na taki rodzaj muzyki.

Trochę szkoda, bo formacja ma pomysł na siebie, ale nieco brakuje tu oszlifowania, dopracowania detali. Może jeszcze innego wokalu? Jakieś większej dawki nieprzewidywalności? Nie wiem. Oceniając ten album, mogę uznać, że Omerta to jest taka bezpieczna pozycja. A od tego określenia już tylko przysłowiowy krok do „nudna”. Prócz świetnego brzmienia, na plus zaliczę okładkę Omerty, daleką od typowych klisz w tym gatunku. Jest ona wystylizowana na czasy prohibicji, chociaż przez sposób wykonania wygląda ostatecznie jak screen z gry Mafia. Do tego stosowny koncept liryczny, będący ciekawą alternatywą wobec zwyczajowej sztampy BM liryków. Reasumując – trzeba przyznać, że pomimo pewnych nieuniknionych skojarzeń, kapela stara się umknąć łatwym kliszom.  Jednoznacznie udaje się uniknąć przyrównania ich muzyki do potworków muzycznych typu Mystic Circle.

Jeżeli nadal jesteście głodni nowych nazw, przejawiacie chęć poznania kapel w stylu symfoniczny BM, to macie dobry powód, by uderzyć do Via Nocturna i stać się posiadaczem tego krążka. Reasumując, Misanthropia nagrała płytę, która na pewno nie jest doskonała, trudno ją uznać nawet jako bardzo dobrą. Jednak z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że świetnie się jej słucha. Obiektywnie rzecz ujmując, przesłuchałem album ponad 20 razy i nie mam odruchów wymiotnych, więc albo mam dobry żołądek, albo po prostu warto dać tej płycie szansę.

Ocena: 7/10

Tomasz

Tomasz

Jako totalne beztalencie muzyczne mogłem zostać tylko internetowym krytykantem, tfu, recenzentem. W wolnych chwilach nabijam kabzę spekulantom sprzedającym płyty CD.
Tomasz

Tagi: , , , , , , .