Miserist – “Miserist” (2017)

W przygarniętej jakiś czas temu paczce materiałów starszych i nieuporządkowanych na płaszczyźnie gatunku, Miserist wyróżniał się najbardziej, zarówno minimalistycznym designem, jak i logiem Krucyator Records. Jako, że wytwórnię tę lubię i mile zerkam w stronę jej asortymentu, to i australijski one-man project szybko wylądował w odtwarzaczu.

Okazał się też wcale porządnym debiutem. Miserist to sześć numerów i pół godziny instrumentalnego black/death metalu z dużym naciskiem na atmosferę. Jest tu strach, jest klimat rodem z krypty (ale nie takiej zainfekowanej zgnilizną, tylko raczej ponurej, przestrzennej i niewiarygodnie mrocznej), jest duży nacisk na grozę. Do tego Miserist lubuje się w motywach powykręcanych i krzywych. Długie kanonady blastbeatów mieszają się z klimatami dość postnymi, czasem też matematyką. Efektem jest coś, co przypomina dwóch innych przedstawicieli australijskiej ekstremy: Portal oraz, w nieco mniejszym stopniu, Convulsing.

Jeżeli chodzi o formę, nie można Miserist niczego zarzucić. Numery brzmią kapitalnie i wzorowo dla takiego klimatu, a łamiący gnaty ciężar dołów współgra z czytelnością dźwięku. Pod względem kompozycji też nie ma za bardzo się do czego przyczepić. Partie do siebie pasują, często urozmaicone są jakimś podkładem w tle (jak na przykład na Horror Infinitum), podbijającym atmosferę horroru. Postne wstawki w VIII oraz Lung Rust dobrze wyciszają bądź nakręcają do gonitw pogiętych riffów i perkusyjnej katorgi, a te potrafią zaskoczyć rozwiązaniami, czy to rytmicznymi, czy dysonansami. Do tego sample, czy to trzeszczących urządzeń, czy zagubiona w czasie melodia żywcem wyciągnięta z kina pierwszej połowy XX wieku, próbują opowiadać swoją historię, a kończący Narikuntu w rytualnie ambientowym stylu ją wieńczy.

Problem leży przy treści. Wszystko to brzmi mile dla ucha, jednak brakuje mi tu jednak jakiegoś wypełnienia. Na razie szaleństwo Miserist jest starannie wypracowanym, zimnym aktorstwem, zaś powinno być gorące i spontaniczne. Nie wciąga tak, jak powinno.

Niemniej nie znaczy to, że płytka nie jest godna uwagi. Wręcz przeciwnie, jak na debiutancką EP-kę sprawuje się lepiej niż nieźle. Ten projekt ma spory potencjał. Jeżeli rozwinie się go w odpowiednim kierunku, może trząść sceną światową.

Miserist na Facebooku

Ocena: 7/10

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , .