Mist of Misery – “Temple of Stilled Voices” (2014)

Szaro, buro – idealny czas dla depresyjnych i melancholijnych dźwięków. Pora sprawdzić, czy EP szwedzkiego Mist of Misery Temple of Stilled Voices zgra się z tymi jesiennymi smutkami.

Zespół istnieje od sześciu lat, a na swoim koncie posiada dwa długogrające albumy i dwa EP. Swoją muzykę określa jako mieszankę depressive, atmospheric i symphonic black metalu. Na Temple of Stilled Voices zdecydowanie najwięcej można się dosłuchać tych symfonicznych zaciągów.

Pierwsze odtworzenie nie pozostawiło po sobie wielu pozytywnych odczuć, jednak każdy kolejne odsłuch sprawiał, że zaczęłam się z zamieszczoną muzyką jakoś „docierać”. EP zawiera cztery kompozycje, z czego tak naprawdę tylko jedna – Dimma – jest zupełnie nowa. Pozostałe pojawiały się już zarówno na pierwszym, jak i drugim wydawnictwie.

Window Mirror Image to dość chłodne powitanie. Powolny gitarowy riff, o można powiedzieć pogrzebowym charakterze, sunie leniwie w niemal niezmiennej formie przez cały utwór. I szczerze mówiąc, jest to chyba najbardziej monotonny numer na całej płycie – szczególnie pierwsze dwie i pół minuty, w których słychać wciąż tę samą melodię. Tam aż się prosi o jakieś urozmaicenie. Nawet jeżeli w pewnych momentach kompozycji wchodzą inne motywy (też wplecione schematycznie i powtarzalnie), czy drobne solówki, to nie oddalają one poczucia dłużących się ośmiu minut. Niemniej faktycznie takie rozpoczęcie EP kreuje skutecznie nastrój beznadziei. I nie piszę tego tak w pełni z przekąsem.

Trochę lepiej sytuacja ma się w przypadku Bleak Autumn. Schematyczność jest już mniej wyczuwalna, a za to mamy kilka bardziej wzniosłych, symfonicznych wstawek okraszonych o wiele szybszymi, blackowymi zagrywkami. Muszę przyznać, że dość mocno w tym utworze ujął mnie spokojny przerywnik w postaci gitary akustycznej, subtelnej gitarowej solówki, a także odgłosów deszczu oraz symfonii w tle. Brzmi to naprawdę ciekawie, a ponadto zostało dobrze wkomponowane w całość. Podobny moment pojawia się jeszcze pod koniec i też nadaje takiej nastrojowości. Zresztą również w tytułowym utworze panowie decydują się sięgnąć po krótki akustyczny motyw, który wypada najlepiej na tle całości.

Jeszcze tylko zatrzymam się na moment przy wspomnianej na początku nowości – Dimma. Długo zastanawiałam się jak opisać charakter tej kompozycji. Bardzo melodyjny, momentami dość… skoczny. Nieskomplikowany pod względem budowy. Stylistycznie na myśl nasuwa się Dimmu Borgir, szczególnie we fragmencie z symfoniczną orkiestracją, po której wchodzą agresywne gitary wraz z perkusją i przejmującym growlingiem.

Nie jest to zbyt porywający materiał. Ma kilka swoich dobrych momentów, motywów, riffów. Jako całość wypada poprawnie, lecz trochę zbyt jednostajnie. Bliżej temu EP do symphonic black metalu, aniżeli typowego depressive/atmospheric. Faktem jest, że stare kompozycje dostały swoje drugie życie (a raczej trzecie już życie) i przede wszystkim lepsze brzmienie. Drugi plus jest taki, że wszelkie symfoniczne elementy nie brzmią kiczowato i są spójne z całą resztą warstwy instrumentalnej. Chętniej jednak sięgnę po najświeższy LP od Mist of Misery niż Temple of Stilled Voices.

Ocena: 5,5/10

Marta (Kometa)

Marta (Kometa)

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej.
Chwalę i krytykuję płyty, piszę koncertowe opowieści.
Marta (Kometa)

Tagi: , , , , , , .