Monroe’s Mysterious Death – “Out of Power” (2017)

Z Monroe’s Mysterious Death po raz pierwszy styczność miałem już kilka ładnych lat temu, kiedy przypadkowo usłyszałem ich jako support na jakimś zapomnianym już koncercie. Pamiętam, że występ tamten spodobał mi się najbardziej z całego wieczoru, i że od tego czasu ekipa jakby zapadła się pod ziemię (a przynajmniej ja nic o nich nie słyszałem). Do teraz, gdy to ukazał się ich pierwszy pełnograj.

Mowa właśnie o Out Of Power. Płyta ta jest ogółem drugą w dorobku MMD i, tak samo, jak poprzedni split, wydana została przez Green Lungs Records. Znajdziecie tutaj jedenaście numerów i prawie pięćdziesiąt minut muzyki. Powiedziałbym, że najlepiej można ją sprecyzować jako stoner rock podlany punkową zadziornością.

Żeby nie było, na stonerze znam się równie dobrze, co przeciętna panda na przetrwaniu. Niemniej byłem ciekawy, jak odbiorę twórczość (częściowo) białostockiego projektu po x latach i częściowej rearanżacji gustu. I muszę przyznać, że Out Of Power świetnie tłumaczy, czemu ich występ zapadł mi w pamięć. Chłopaki grają bardzo żywą i przyjemną muzykę, którą najlepiej określić po prostu jako piosenki. Piosenki te są miłe, energiczne, wesołe i bardzo przystępne. Zamiast wymyślnych pomysłów serwują nam przebojowość, zamiast skomplikowanych aranżacji – chwytliwe melodie, i tak dalej. Wszystko to zagrane na luzie, raczej dla siebie niż dla słuchaczy, w klimacie dobrej zabawy. Czasami zawieje pustynią (Low End), czasami jest bardziej punkowo (Trouble Spot), czasem bardziej tanecznie (Downgraded), ale ogólnie numery trzymają dobry poziom i jakościowo od siebie nie odbiegają. Może poza tytułowym Out Of Power, wybijającym się ponad resztę świetnymi gitarowymi motywami. Innymi słowy, bardzo dobra rzecz na żywo.

Wszystkie moje zarzuty do pełniaka MMD można zawrzeć w jednym twierdzeniu: jest strasznie konwencjonalny. Fakt, składa się z miłych uchu piosenek, ale żadna z nich (może poza tytułową) nie została mi w głowie na dłużej. Do tego niektóre numery (Unschooling i Strenght, które strasznie długo się rozkręca, tylko po to, by zaraz się skończyć), jak i sama płyta są zwyczajnie za długie i jakoś w połowie traciłem nią zainteresowanie. To jedna z tych krążków, które dużo lepiej prezentują się scenicznie albo “przy okazji”, niż gdy miałbym się w całości na nich skupić.

Trzeba przyznać, że nagrana została świetnie. Ciężar brzmienia został bardzo fajnie wyważony, potrafi przyłożyć gdzie trzeba, jak i stonerowo latać i pływać ( Burned Out się kłania). Muzycy grają energicznie, jak już pisałem, czerpią z muzyki dużo radochy, i to da się wyczuć. A to zawsze duży plus.

Monroe’s Mysterious Death to kawał porządnej przebojowości, idealnej do słuchania na imprezach, koncertach albo podczas jazdy samochodem. Może poprawić humor albo naładować energią. Głębszych treści się tu nie znajdzie, ale i raczej nie miało ich być. 

Ocena: 6,5/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , .