Monstraat – „Scythe & Sceptre” (2017)

Okej, pierwszy etap był trudny. Okładka płyty w sumie jest fajna, ale zupełnie nic nie mówi. Na odwrocie ciemna czerwień na tle czerni, na dodatek chodzi o logo nieznanego mi zespołu blackmetalowego więc heloł, zero szans, żebym poprawnie odczytał. Tytuły wypisane tym samym kolorze na tym samym tle gotykiem, więc od biedy coś tam odcyfrowałem, choć miałem problem z tytułem albumu. Ale wciąż nie znam nazwy zespołu – w dolnym rogu jest adres mailowy (znów te same kolory, gotyk, mniejszy krój pisma, więc zmaganie trwa). Monstrant? Monstrual? W końcu odpuściłem i wyszukałem tytuł Scythe & Sceptre na serwerach wydawcy Fallen Temple. Monstraat – tak się zwie ten zespół. Czuję się Indianą Jonesem podziemnego blacku.

Monstraat to szwedzki duet blackmetalowy, a Scythe & Sceptre to ich drugi długograj. Znalazłem kilka recenzji ich debiutu i większość była ostrożnie przychylna. S&S zatem zapowiada się w miarę.

Choć kapela jest ze Szwecji, zespół i jego twórczość powinny przede wszystkim zainteresować fanów starego norweskiego blacku. Darkthrone, anyone? Na dobrą sprawę na tym można by tę recenzję skończyć, bo Scythe & Sceptre to bezlitosny, zimny, srogi black i tyle. Nie ma tutaj zaskoczeń, kreatywność duetu nie sięga poza wychodzone przez starszych kolegów ścieżki i utarte przez nich schematy. A jednak da się tego słuchać, choć „da się słuchać” jest zapewne jednocześnie najcieplejszym określeniem, jakiego mógłbym użyć w stosunku do tego albumu. Zatem, da się słuchać dlatego, że album nie razi jakimś niedołęstwem, jest zgrabnie posklejany. Jest tu trochę ataku, kilka wyrazistszych, bardziej nienawistnych muzycznie momentów (końcówka Into Tomb Cold, porządnie łojący Angel Harvest, przeokrutnie zimny Kilmaskvalsen), ale są też liczne momenty, kiedy poza dobrze wykonanymi kalkami kalek nie znajdziemy nic (Walls of Sin czy Of God, które pędzą ładnie i przy sprzyjających warunkach nawet chłoszczą, ale nic nie wnoszą).

Na domiar złego podejrzewam Monstraat o cyniczne granie na sentymentach. Nie ma bowiem na Scythe & Sceptre absolutnie niczego nowego, jest za to bicie pokłonów do większych, starszych i bardziej kultowych. A wręcz ich udawanie – płyta brzmi jakby została nagrana na jamniku w szwedzkiej piwnicy w latach 90-tych, a nie jest. I to mnie właśnie wkurwia u takich zespołów najbardziej – filozofia rodem z jakiegoś politykierskiego dupka z polskiego podwórka, który ostatnio powiedział, że postęp powinno się zatrzymać, bo tak i chuj, tradycja i takie tam, kiedyś było lepiej. Monstraat też zatrzymali się w początkach lat 90-tych i specjalnie, świadomie kreują swoje brzmienie tak, żeby ci wmówić, że kiedy ich posłuchasz to znów poczujesz się jak nieobciążony jeszcze kredytem mieszkaniowym szczeniak, który jeszcze nawet nie marzył o zaroście siedząc w 1993 roku w piwnicy i słuchając przegrywanych kaset blackowych z kumplami z podwórka. Nie, nie poczujesz się (ewentualnie poczujesz się staro), bo mamy końcówkę 2018 roku, a panowie z Monstraat grają pewnie na przynajmniej średniej jakości instrumentach, które zostały stworzone po to, żeby brzmieć fajnie. Nie ukrywam, że trochę nie kumam czemu kapele, które mają sporo do zaoferowania, chcą być tak bardzo raw jak to tylko możliwe. Tradycja bywa fajna, ale każda tradycja staje się kiedyś anachronizmem.

5/10

Monstraat na feju

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Latest posts by Jakub Milszewski (see all)

Tagi: , , , , , .