Mystherium – “Zemsta natury” (2020)

Pochodząca z lubuskiego kapela Mystherium działa na rodzimej scenie już kilkanaście lat. Pięć długogrających płyt i parę EP-ek sugeruje, że w tym czasie muzycy nie próżnowali. Ze wstydem muszę zatem wyznać, że premierowy mini album Zemsta natury to dla mnie pierwszy kontakt z ich twórczością. Zawsze jednak lepiej późno niż wcale. I choć podszedłem do tematu z pewnymi obawami, te szybko okazały się płonne. Nowy materiał grupy już po pierwszym przesłuchaniu ukazał bowiem moc kuszących walorów.

Nie jest to proste zadanie, by ożenić moc ciężkich dźwięków z melodyką i klimatem. To znaczy wielu próbuje, ale rzadko kiedy wychodzi z podobnej konfrontacji obronną ręką. Oczywiście zostawiam Wam ostateczne rozstrzygnięcie, czy tutaj udało się to w pełni, niemniej jednak ja zostałem zaintrygowany magiczną formułą, czerpiącą z wierzeń naszych przodków. Zdaję sobie sprawę, że powroty na słowiańskie, rodzime łono bywają modne, ale dla Mystherium to nie pierwszyzna (pomijam doświadczenie muzyków wyniesione z legendarnych kapel), a przy okazji jakby naturalny habitat, więc nie ma mowy o żadnym koniunkturalizmie.

Cenię dźwięczne, kobiece głosy, które wychodząc od szeptu potrafią przerodzić się w złowieszczy growling i przynieść słuchaczowi różne emocje. Aleksandra Łopato doskonale sobie radzi za mikrofonem, stając się raz zwodniczą kuszącą rusałką, innym razem snującą straszne opowieści wiedźmą (Kikimora). Wszystko to przy wtórze głosów na modłę zaśpiewów naszych przodków, ich legend, strachów, marzeń. Przegryzają się zatem na Zemście natury głosy niby wymarłych, a jednak wciąż żywych opowieści, z solidnymi, mrocznymi, ale nie ekstremalnymi riffami, klawiszowymi pejzażami, czasem dźwiękiem fortepianu (W kręgu ognia), albo skrzypiec (gościnny udział Adrianny Zborowskiej w Krukach i Wronach). Przede wszystkim nie brak tu interesujących muzycznych tematów, które kroczą gdzieś na pograniczu black, gothic, doom metalu w starym stylu, jednocześnie będąc tworem autorskim, bo słychać, że zespół zalazł własny pomysł i formułę na granie.

Trochę na Zemście natury klimatów bliskich Gehennie, Limbonic Art, Summoning, Lake of Tears, Bethlehem albo starego Tiamatu, ale bardziej w umiejętności budowania specyficznej atmosfery niźli konkretnych nawiązań. Pewnie będziecie mieć i inne skojarzenia. Jedno jest pewne – warto sprawdzić. Sporą szansę na zauroczenie zaklęciami szeptanymi i wykrzyczanymi przez Mystherium mają ci, którzy lubią słowiańskie, mistyczne, ale przyprawione nutką grozy klimaty, jak również słuchacze łaknący interesujących połączeń na styku mocnego metalu i nastroju.

Mystherium oferuje bardzo ciekawy koncept, każdy z zawartych tu utworów jest inny, a jednak tworzą zgrabną całość. I aż trudno uwierzyć, że to niespełna 20 minut grania – udało się bowiem uchylić bramy do innego świata. I nawet w napływie podobnych liryczno-muzycznych nawiązań EP zielonogórzan po prostu się broni. Ja z pewnością do Zemsty Natury będę wracał i nadrobię wkrótce zaległości w dyskografii grupy.

ocena: 8/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , .