Nagrobki – „Pod Ziemią” (2019)

Pod Ziemią to taki nagrobek tuż przed 1 listopada – wyczyszczony, wypucowany, trochę krzywo stoi, ale tak miało być, bo ziemia grząska. Niemniej jest to wciąż granit najlepszego gatunku, kwiatki świeże, a i te sztuczne jakoś nawet dobrze wyglądają.

Nagrobki trzymają poziom. Oczywiście Pod Ziemią w dalszym ciągu oswaja śmierć, jest więc trochę zabawnie, trochę smutno, zupełnie jak na poprzednich albumach duetu. W dalszym ciągu przeplata się tu i ówdzie folk, ale nie jestem pewien w jakim elemencie go czuję – czy to kwestia tematu albumu, czy może zaplanowanej niedbałości, choćby wokali, a może po prostu ogólna urocza naiwność tej muzyki? Jest też trochę zimnej fali, od biedy można usłyszeć echa Republiki. Ale przede wszystkim, w odróżnieniu od poprzednich albumów, Nagrobki nagrały płytę (nagrobną) czystszą, przystępniejszą, zerkającej odważniej w kierunku tak zwanej alternatywy (czyli mainstreamu, nie dajcie się zmylić nazwie), niż jakichś jazzowo-yassowo-noisowych eksperymentów. Klarowniej tu brzmi wszystko, dokładnie każda partia, jest też zdecydowanie więcej lekkiej elektroniki. Tam gdzie ma być krzywo, jest krzywo (a jest takich momentów sporo, już w pierwszym Mój Dół ciągnie się klawiszowa solówka, która okazuje się nie mieć rąk ani nóg), ale nie dajcie się nabrać  – to wszystko jest zaplanowane i ma wytworzyć na słuchaczu konkretne wrażenie.

Wszystko to barwią świetne partie basu (te akurat dla odmiany są wybornie dokładnie zagrane, nic dziwnego, skoro na basie gra Olo Walicki), ale instrumenty prowadzące zmieniają się – czasami jest to gitara, czasami dęciaki (tu z kolei swoich talentów użycza Mikołaj Trzaska), czasami właśnie elektronika. No i oczywiście te niedbałe wokale i po raz kolejny świetne teksty, trochę oniryczne, trochę przyziemne, zawsze osnute wokół śmierci, ale jednocześnie trącające kilka innych strun.

Jestem wręcz zaskoczony, że na dobrą sprawę każdy z utworów na Pod Ziemią mógłby zaistnieć jako swojego rodzaju hit w rodzimej alternatywie. Te piosenki są urocze, mają troszeczkę punkowej duszy (tak wiem, „Nagrobki to nie punk”), nawet jakieś źle postawione przecinki i literówki w oprawie albumu czy wyznaczone na pudełku miejsce na reklamę pasują do całości konceptu. Muzyka jest przyciągająca i mimo tego, że mam pewność, że nikt się nie silił na żadne chwytliwe momenty, to takowych znalazło się dużo. I to zupełnie niewymuszonych, naturalnych. Trzeci album Nagrobków jest dzięki temu swobodniejszy i bardzo kolorowy – jest Nie uwierzysz skąd dzwonię, który mógłby się znaleźć na soundtracku którejś z czarnych komedii Burtona, jest posępny i tradycyjnie smutnawy Idę do ciebie mój ojcze, jest zahaczający o ejtisowy pop Spalam się (być może najlepszy numer na płycie), jest tradycyjnie zaaranżowany bardziej w stylu Strachów na lachy Matka jedyna ciąg dalszy. Innymi słowy – Pod Ziemią zawiera mnóstwo dobra i zdecydowanie powinniście po ten album sięgnąć.

 

10/10

Polub Nagrobki na Facebooku.

 

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Latest posts by Jakub Milszewski (see all)

Tagi: , , , , .