Napalm Death – “Coded Smears and More Uncommon Slurs” (2018)

Ciężko być fanem grindcore’u. Nie dość, że koledzy piętnują (koleżanek nie masz) i koncerty rzadko, bo sołtysowi się trzoda płoszy, to jeszcze większość twoich ulubionych zespołów, zamiast normalnego longplaya, wydaje mrowie splitów w nakładzie circa siedemnaście sztuk każdy. Weź i zbierz te dziesiątki płyt do kolekcji. Szczęśliwie, z odwetem przychodzą kompilacje. Chociażby ta tutaj, zbierająca niewydane szerzej numery Napalm Death pod jedną banderą.

Coded Smears and More Uncommon Slurs jest naprawdę masywnym wydawnictwem. Zawiera trzydzieści jeden kawałków nagranych w latach 2004-2016. Są to odrzuty z nagrań pełniaków, bonus tracki i strzały z splitów, EP-ek i singli. Razem trwa to półtora godziny. Wydane zostało przez Century Media Records.

Płyta jest ukłonem w stronę fanów, nie można temu zaprzeczyć. Jest przeznaczona głównie dla ludzi, którzy na Napalm Death zjedli zęby i chcą jeszcze zetrzeć dziąsła. Jako taka sprawdza się świetnie. Mimo, że spora część numerów została wycofana z “głównych” płyt, to niczego im nie brakuje. Losers miałoby pełne prawo znaleźć się na The Code Is Red…, gdzie zostało zawarte tylko jako bonus, podobną rzecz można powiedzieć o What Is Past Is Prologue albo Caste As Waste. Niektóre ścieżki faktycznie nie są tak dobre, jak materiał z reszty sesji (zauważyłem to przede wszystkim w wycinkach z Apex Predator), niemniej w żadnym wypadku nie można nazwać ich złymi. Ba, dalej pozostawiają ogromną część projektów grindcore’owych w tyle.

Inaczej sprawa ma się z utworami z splitów lub singli. Tutaj Coded Smears and More Uncommon Slurs błyszczy najbardziej. Zależnie od wydawniczego partnera, Napalmi przyjmują różne pozy. Raz nagrywają coś szaleńczego (Phonetics for the Stupefied albo Will By Mouth), czasem zahaczają o nietypowe tony (Oxygen of Duplicity albo Like Piss To A Sting), w każdym wypadku wypadając fantastycznie. Świetny jest także Earthwire, wcześniej przeznaczony akcji charytatywnej.

Wszystkie kawałki są ze sobą wymieszane bez odgórnych ustaleń, widać więc fajne, urozmaicające odsłuch różnice w twórczości Napalm Death w różnych okresach. Tu więcej punka, tam więcej grindu, tu eksperyment, tam ballada, nudzić się nie można. Zmiany są wyraźne również w pozostawionym oryginalnie brzmieniu. Oczywiście, w każdej wersji jest ono bardzo dobre. Ciekawie słuchało się po kolei ścieżek z Smear Campaign i Apex Predator, dla mnie to miły plus. Ze względu na charakter wydawnictwa nie mogę nawet ponarzekać na długość albumu.

Coded Smears and More Uncommon Slurs jest pozycją obowiązkową dla każdego fana Napalm Death. Reszta także nie powinna nią pogardzić, chociaż dla nich nie będzie to też must-have. Jeżeli obawiałeś się, że płyta to skok na kasę wiernej publiki, możesz być spokojny. To kawał świetnego grindu, nie jakaś kolekcja niedorobionych śmieci. 

Napalm Death na Facebooku

Ocena: 8/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , .