Natas – “Pa Veg… Til Helvette” (2018)

Nawet jeśli w temacie tradycyjnego norweskiego black metalu powiedziane zostało już wszystko, to jeśli do czynienia mam z muzyką tego gatunku w najlepszym jej wydaniu, to jestem zawsze „za”. A płytę do odtwarzacza wkładam z niezmiennymi wypiekami i trzęsącymi się rękami.

Pa Veg… Til Helvette to album debiutancki skandynawskiego Natasa, wydany przez włoską wytwórnię Dusktone. Tak, to ta, która wydała absolutnie genialny debiut Scuorna Parthenope. I tym razem także jest bez pudła.

A’propos nośnika fizycznego. Widząc okładkę, pomyślałem sobie, że do czynienia będę miał raczej z naśladowcami „Tolkien metalu” spod znaku Summoning czy Emyn Muil niż z klasycznym, choć bardzo melodyjnym blackiem, zbliżonym do działalności Mayhem czy Hades.

Osiem kawałków w zaledwie trzy kwadranse niszczy jak piekielny ogień i wyziewy z czeluści tychże za jednym zamachem. I nie dajmy się nabrać na dwuminutowe intro, które muska nas wikingowskimi klimatami w rodzaju Ereb Altor czy Hammerheart Bathorego. Co prawda echa tego intra pojawią się jeszcze tu i ówdzie we wstępach czy zakończeniach kilku utworów, lecz nie jest to żadna dominanta albumu. Motywem przewodnim jest co do zasady klarowna linia melodyczna, tworzona przez ścianę przesterowanych gitar, niespieszna sekcja rytmiczna i bardzo mocny, wyraźnie chropowaty i aż trudny do zrozumienia wokal, który miejscami przechodzi w piskliwy skrzek. Owszem, zdarzają się fragmenty, kiedy perkusja (a z nią cała konstrukcja utworu) ożywa (tak jak chociażby na Gods Wish czy Stormkjempens Trone), ale nawet w tych kawałkach cieszy melodyjna strona numeru.

Album nagrany jest trochę w starym stylu, tak więc próżno szukać selektywnych dźwięków czy krystalicznej czystości kompozycji. I choć ja wolałbym jednak skorzystać z dobrodziejstw nowoczesnego sprzętu studyjnego i technicznych możliwości, jakie daje wiek dwudziesty pierwszy, to w tym wypadku wybór stylistyki jest jak najbardziej uzasadniony.

Dobrą robotę zrobiła szóstka Norwegów. Płyta jest świetna i zapoznać się z nią powinien każdy. Może brak jeszcze utworów, które wyrywają z butów czy wyzwalają odruchowe typowo polaczkowe (dzięki Marcel) „ja p…” i „o żesz k…”, to ja zostaję niniejszym fanem Natasa. I tym samym będę im mocno kibicował. Po pierwsze, żeby kolejny album wydali szybciej niż za siedem lat (tyle czasu minęło od powstania zespołu do wydania omawianego debiutu), po drugie natomiast, żeby na kolejnym albumie pojawiła się tak kropka nad „i”, której brakuje na Pa Veg… Til Helvette.

Ocena 8,5/10,0.

 

Latest posts by Maciek Masta (see all)

Tagi: , , , , , , , .