Native Construct – “Quiet World” (2015)

Uczelnia muzyczna Berklee każdemu miłośnikowi rocka progresywnego kojarzy się przede wszystkim z początkami legendarnego już Dream Theater. To właśnie tam John Petrucci, Mike Portnoy i John Myung zaczęli tworzyć muzykę, która z czasem miała zrewolucjonizować nijaki dotąd metal progresywny. Po ponad ćwierci wieku, gdy wielu przedstawicieli tego gatunku zdaje się aż zanadto czerpać z ich twórczości, na scenie pojawia się nowa ekipa z Berklee- Native Construct.

Ta czwórka niezwykle utalentowanych i zaskakująco młodych muzyków przedstawia zupełnie nowe podejście do prog metalu. Zamiast niekończących się pasaży instrumentalnych czy popisowych solówek stawiają oni na różnorodność, w każdym tego słowa znaczeniu. Na debiutanckim „Quiet World” można znaleźć istne zatrzęsienie pomysłów. Od lekkich, jazzowych melodii, przez podniosłą i niemalże symfoniczną orkiestrację, aż po charakterystyczne dla death metalu growle i perkusyjne blasty. Szalone eksperymenty z rytmem są tu normą, a nowe efekty gitarowe i klawiszowe pojawiają się na każdym kroku. Uwagę zwraca także niezwykła inwencja wokalisty Roberta Edensa, który umiejętnie potrafi dostosować swój głos do panującego nastroju.

Quiet World” rozpoczyna się fenomenalnym „Mute”. Jego pierwsze dźwięki szybko usypiają uwagę, by po chwili zaskoczyć agresywną perkusją i intensywnym motywem smyczkowym, który będzie powracał aż do końca płyty. To nagłe uderzenie daje słuchaczowi znać, że album ten jest intensywną przygodą, która wymaga ciągłej gotowości na najbardziej niespodziewane zmiany. Już na początku można bowiem usłyszeć niezliczoną ilość muzycznych inspiracji, z których każda zdumiewająco dobrze pasuje do reszty.

Monumentalne „The Spark of The Archon” i „Passage” jeszcze bardziej niż „Mute” pokazują musicalową stronę Native Construct. Te dwie rozbudowane kompozycje oprócz wielowątkowości mają do zaoferowania mnóstwo chwytliwych melodii i motywów rytmicznych, dzięki czemu po pierwszym przesłuchaniu zachęcają do głębszego zapoznania się z nimi. Dosyć przewidywalne, ale wciąż przyjemne i pasujące do reszty albumu „Your Familiar Face” zwalnia tempo i nareszcie daje chwilę wytchnienia. Podobnie jest z „Come Hell or High Water”, które dzięki swojej chwytliwości i spójności doskonale nadawałoby się na singiel.

Podsumowaniem „Quiet World” jest ponad dwunastominutowe „Chromatic Aberration” poprzedzone przez krótki, lecz intrygujący wstęp w postaci „Chromatic Lights”. Kompozycja ta jeszcze bardziej niż wszystkie poprzednie skupia się na ciągłym zaskakiwaniu słuchacza, a robi to nad wyraz zgrabnie. Wszystkie, nawet najbardziej szalone pomysły, zdają się perfekcyjnie pasować do całości. To właśnie na tej zdolności dopasowywania do siebie poszczególnych elementów polega geniusz muzyków z Native Construct. Zamiast wrzucania wielu niepowiązanych ze sobą koncepcji do jednego utworu, skupiają się oni przede wszystkim na spójnym łączeniu wątków pozornie nie do połączenia.

Quiet World” jest dla mnie najlepszym progresywnym debiutem drugiej dekady XXI wieku, a konkurencję ma niemałą. Cieszę się również, że ktoś z wytwórni Metal Blade Records zauważył i postanowił zainwestować w raczkujący dopiero na rynku Native Construct. Rzadko trafiają w moje ręce debiuty wyprodukowane tak profesjonalnie, a do tego niezwykły talent kompozytorski gitarzysty Mylesa Yanga i wyróżniające się, nawet jak na tak technicznie wymagającą muzykę prog metalową, umiejętności wszystkich muzyków mocno podnoszą poprzeczkę ponad normę.

Native Construct z hukiem pojawili się na scenie i pokazali, że mają naprawdę wiele do powiedzenia. Teraz pozostaje nam tylko śledzić ich karierę i ze zniecierpliwieniem czekać na kolejną płytę.

Ocena: 9/10

Sambor Gładych

Fan metalu i rocka progresywnego, awangardy, muzyki eksperymentalnej i wszystkiego co nienormalne.
Sambor Gładych

Tagi: , , , , , , , .