Necrochamber – “Ceremonies for the Dead” (2019)

Skoro w sztuce kulinarnej dość popularnym zjawiskiem jest tak zwane slow food, to dlaczego nie stworzyć też slow music? Taką zasadę wyznaje amerykańska grupa Necrochamber, założona w roku 1998, która dopiero niedawno opublikowała swój debiutancki album, nagrywany w latach 2012-2018. Prawda, że chłopaki nie spieszyli się z wypuszczeniem zarejestrowanego materiału? W końcu jednak pojawił się ich pierwszy placek, a zatytułowany jest Ceremonies for the Dead.

Po tylu latach egzystencji i bierności w wydawaniu płyt, a także po długim okresie tworzenia i nagrywania debiutanckiego krążka, spodziewać by się można, że zespół rzuci się wreszcie na głęboką wodę, wydając tym samym monumentalne i rozbudowane dzieło. Tak się jednak nie stało, gdyż Ceremonies for the Dead to zaledwie trzydzieści siedem minut muzyki. W tym wypadku jednak długość nie jest najważniejsza. Necrochamber, czyli duet Nocturnal Overlord (wokale, gitary, bas i syntezatory) oraz Wotan (odpowiedzialny za bębny) oddaje słuchaczom dość nierówną porcję mocnego black metalu, inspirowanego norweskimi klasykami gatunku, podsyconego współczesnymi rozwiązaniami. Wszystko zaczyna się od ponurego instrumentalnego intro, po czym jak grom z jasnego nieba spada mocna dawka hałaśliwych riffów i mocnej sekcji rytmicznej. Numerem Lord of the Deceased kapela wchodzi na wyżyny swoich umiejętności, jednocześnie przedstawiając bezkompromisowe podejście do czarnego metalu, którego zaczyna brakować wraz z kolejnymi kompozycjami.

Przy Void of Infinite Darkness motywem przewodnim staje się wprowadzający w trans riff, który z czasem zaczyna działać na niekorzyść tego kawałka. Powtarzalność elementów składowych nie tylko w tym utworze powoduje, że materiał zebrany na Ceremonies for the Dead charakteryzuje się nudnymi momentami. Te, przeważając, wpływają na niezbyt przyjemny odbiór całości, choć zamysł i struktura poszczególnych utworów są mocnymi stronami albumu Necrochamber. Nie można się przyczepić do jakości brzmienia serwowanego materiału, gdyż został on wyprodukowany składne i bez zarzutu. Najpoważniejszego problemu kawałków z tej płyty należy szukać nie w studio, lecz na papierze. Błędy, które znacząco wpływają na odbiór albumu, zrodziły się jeszcze na etapie pisania muzyki. Wydaje mi się, że Ceremonies for the Dead pozbawione jest spójnej wizji, która nadawałaby ton muzyce od pierwszych instrumentalnych dźwięków po finalne wybrzmienie. W zamian mamy do czynienia z wszechobecnym chaosem. Poszczególne sekcje nie do końca do siebie pasują, a przez to brakuje tu bezbłędnych numerów, które na długo zapadałyby w pamięć.

Oprócz wspomnianego Lord… są jeszcze dość dobre momenty w postaci Flashripper i Black Wings and Demons Blood, gdzie wszystko zdaje się na chwilę wracać do normy i być dobrze poukładane. To jednak zdecydowanie za mało, by nazwać debiutancki album Necrochamber dobrym krążkiem. Jest to materiał ledwie poprawny, bez szczególnych wzlotów, utrzymujący przeciętny poziom. Wielka szkoda, bowiem kapela ma potencjał, by stworzyć w swojej karierze coś o wiele lepszego. Umiejętności i techniki gry nie można duetowi odmówić. Gdy tylko uda im się zapanować nad bezładem, to z ogromną chęcią wrócę do ich twórczości. Póki co, nieco rozczarowany, odkładam Ceremonies for the Dead na niższą półkę.

Ocena: 6/10

 

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , .