Needless – „Heresy” (2019)

W trakcie zbierania informacji o nowej płycie Węgrów z Needless, zatytułowanej Heresy, uderzył mnie z dużą mocą fakt, iż zespół istnieje piętnaście lat, a jest to ich pełnoczasowy debiut. Tyle czasu nawet Tool nie nagrywał ostatniej płyty, więc Panowie troszkę poszli na rekord. Ja rozumiem, że każdy chce wypuścić swój materiał dopracowany, ale kilkanaście lat to jednak przesada. Co prawda Needless powstało jako studyjny projekt i z czasem ewoluował w zespół, a następnie zespół wydał w 2015 Ep The Dark Spirit of Ages, ale Heresy jest ich pierwszą umownie płytą. Cóż, widać Panowie doszli do wniosku, że mają czas, a ja mam nadzieję, iż teraz pójdą za ciosem, nie robiąc aż takich przerw między wydawnictwami.

Pomarudziłem sobie, teraz czas na konkrety. Heresy w pierwszym kontakcie może się spodobać dzięki szacie graficznej i sposobie wydania. Schludny digipack wykonany na matowym papierze prezentuje się świetnie, a okładka wykonana przez Maximiliana Wagnera przykuwa wzrok grafiką, słowem jest bardzo atrakcyjna dla oka. Zespół w tekstach nawiązuje do różnorakich wierzeń i mitów, a cover płyty przedstawiający wędrowca stojącego przy czymś na kształt przejścia do innego wymiaru (przynajmniej ja tak to widzę) nadaje enigmatyczny klimat. Taki także jest wstęp płyty, który swym atmosferycznym charakterem nie oszuka nikogo. Babel’s Fall przedstawia nam zespół Needless jako mieszankę thrash i death metalu z technicznym i czasami melodyjnym zacięciem. Gitarzyści szybko śmigają po gryfach, perkusista ładuje w średnich tempach, urozmaicając utwór częstymi przejściami. Wokalista dysponuje dwiema barwami, screamem, który stosuje z umiarem, i krzykiem, który zdecydowanie można uważać za główny sposób wyrazu – ten właśnie wokal przypomina mi nieco obecnego wokalistę Amorphis Tomi’ego Joutsena.

Całościowo muzyka Needless w moim odczuciu miesza nowoczesną odmianę thrash metalu z techniką death metalu i melodyką, mogącą kojarzyć się z nieodżałowanym Dissection. Opis taki mógłby wydawać się bardzo atrakcyjny, niestety pojawia się jedno „ale”. Utwory zlewają mi się kompletnie w jedną, ciężko zapamiętywalną całość. Są tak zbudowane, że generalnie nie można nim niczego zarzucić, ale są przeładowane motywami, które kończą się nim zdążymy się w nie wbić. Brakuje mi też na płycie konkretnych, nośnych riffów, z których thrash metal słynie. Otrzymujemy w zamian tonę melodyjnych gonitw, które rzadko kiedy coś wnoszą poza pokazem sprawności palców.

Proszę nie zrozumieć mnie źle, płyta Heresy jest dobra, ale tylko dobra. Jak na band z takim stażem, który czekał na swój debiut spory szmat czasu, płyta mogłaby być mocniejsza. Życie to ciągła szkoła, a z doświadczenia kwitnie świadomość. Może następny album Węgrów wbije mnie w ziemię, wszystko wskazuje, że istnieje taka możliwość.

Ocena : 5/10

Needless na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , .