NekKralai – “G.R.P” (2018)

NekKralai to dość młoda kapela, łącząca klasyczny black metal z wyczuwalną nutką punkowego kopniaka. Grupa założona w 2009 roku w małym miasteczku Seredzius na Litwie przez dwójkę szkolnych kolegów, dla których muzykowanie było próbą zabicia nudy. Okazała się ona jednak czymś więcej niż tylko zwykłym sposobem na przeżycie dnia. NekKralai na koncie mają nagraną w 2014 roku Epkę o wdzięcznym tytule Kliudžiau, a teraz wchodzą na rynek z pełnoprawnym długograjem. Mowa tu o G.R.P., czyli oficjalnym, debiutanckim albumie, który wydany zostanie przez dobrze nam znaną Via Nocturna.

Pierwszym elementem, który mnie urzekł była oczywiście okładka. Trzy diabły tworzące biały okrąg na czerwonym tle, dodatkowo – grzebiące sobie w miejscach nieoczywistych, nie mogą się przecież nie podobać. Fajny pomysł i całkiem niezły efekt. Intryguje i zachęca do odsłuchu.
Zaczynamy dość niewinnie. 4 Mentai – pełniące rolę intra, rozpoczyna litewska pogadanka, której zrozumieć niestety nie potrafię i chyba to tworzy tutaj cały nastrój. W momencie, kiedy wchodzą bębny i gitara, język całkowicie traci na znaczeniu. Z góry wiadomo, że album brzmieć będzie czysto i klarownie, pomimo dużej zawartości siarki. Już samo Damu Likeris fajnie rozpędza krążek. Słychać tu świetne riffy, ładnie charczący wokal oraz efektownie wyeksponowany bas, czego w black metalu zazwyczaj mi brakuje. Zapowiada się więc obiecująco. Tytułowe inicjały z okładki to Gert, Rukyt ir Pistis – znaczące (jak sam zespół tłumaczy) to Drink, to Smoke, to Fuck…, co odnośnie genezy albumu i samej nazwy wiele tłumaczy. Sam numer również brzmi ciekawie. Prym wiedzie perkusja, za co pokłony dla Simonasa – kawał świetnej roboty. Jest jednym z najlepszych litewskich garowych i doskonale to słychać. Kolejnym kawałkiem jest Chronus, który poprzez doomową gitarę nieco zwalnia tempo, ale tylko przez kilka pierwszych sekund. W tym momencie zachwycać się można wokalem Gytisa, który brzmi bardzo oryginalnie, choć słychać w nim naleciałości klasyki gatunku. Blaivas linksmintis nemoku podpadł mi już na początku, podczas samego przepisywania tytułu. Szybko jednak zrehabilitował się brzmieniem, które jak do tej pory jest chyba najbardziej surowe i agresywne, dające energicznego kopa. Katapulta znów spowalnia i już od samego początku powala głębią wokalu wokalisty. Numer niebanalny i pełen smaczków. Golgothaan natomiast, od września można odsłuchać w necie, więc kto uważniejszy, już go zna. Dla tych, którzy jeszcze nie mieli przyjemności – odnośnik jest w stopce. Nieźle, prawda? Sunsnukis uderza prędkością riffu i ilością wypluwanych słów. Te trzy i pół minuty to stanowczo za mało. Jako ostatnie dostajemy Kekse 300, który jak dla mnie śmiało może aspirować na kolejnego singla.

NekKralai to godny zauważenia projekt, z całą pewnością wart większej uwagi. Czuć fascynację klasycznym black metalem, czuć punkową dzikość, czuć oryginalność. Teksty o depresji i poszukiwaniu lekarstwa na zwyczajną niechęć do życia, przyozdobione chwytliwymi riffami i perkusyjnymi blastami godnymi mistrzów, sprawiają wrażenie jakbyśmy mieli do czynienia ze starymi wyjadaczami, a nie ze swego rodzaju debiutantami. Dobrze im wróżę, już teraz słychać, że „coś” osiągną.

Ocena: 9,5/10

Latest posts by Adam Abramowicz (see all)

Tagi: , , , , , , , , , .