Nightmarer – “Cacophony of Terror” (2018)

Nightmarer to młode stażem trio z Florydy, które postanowiło połączyć siły w 2013 roku. Panowie grają techniczny death metal i jak do tej pory nagrali jedną, cztero-utworową EPkę, której premiera miała miejsce w maju 2016 roku i była ściśle limitowana na pięćset sztuk winylowych kopii. Podobnie jest w przypadku gramofonowego wydania najnowszego albumu zatytułowanego Cacophony of Terror, którego wydawcą – tak jak w przypadku Chasm – jest Saeson of Mist. Dostępnych jest pięć wersji kolorystycznych, każda w limicie dwustu sztuk. Do nabycia są również standardowe płyty CD oraz te w wersji cyfrowej, ale wiadomo, że takie do gustu audiofilów raczej nie trafiają.
Okładka prezentuje się oryginalnie, choć nieco chaotycznie. Przedstawia coś na wzór wybuchu jądra atomu, więc nie wiem jak można by zilustrować to inaczej. Mam jednak pewność, że na półce z płytami wyglądać będzie dostojnie.
Album składa się z dziesięciu utworów i wszystkie naładowane są pokaźną porcją death metalowej mocy. Już krótki The Descent, który pełni rolę intra, od pierwszych sekund wali słuchacza po mordzie. Każdy utwór ma w sobie dość pokaźny potencjał, jednakże jako całość raczej średnio się sprawdzają. Owszem, płyta jest równa i spójna, trzyma poziom i z założenia zadowoli przy kilku pierwszych odsłuchach – niestety, na dłuższą metę jest to materiał raczej monotonny i nudny. Powolny, nieco doomowy rytm w większości przypadków dosłownie usypia. Na pochwałę zasługuje jednak ciekawy wokal i wykrzykiwane przezeń teksty – polecam się w nie wsłuchać, ewentualnie wczytać, bo jakość nagrań nie zawsze pozwala na bezbłędne rozszyfrowanie pojedynczych słów czy zwrotów. Jednak nawet najlepsze liryki, oprawione słabą warstwą muzycznego podkładu nie robią piorunującego wrażenia. Gdybym już musiał wybrać z tych dziesięciu utworów jakiegoś ulubieńca, padłoby chyba na dziewiąty z listy Death. Nie jest to może jakaś niesamowicie dobra pozycja, ale mam wrażenie, że znudził mnie chyba najmniej.
Gdybym miał oceniać ten materiał zaraz po pierwszym z nim kontakcie, nota byłaby stanowczo wyższa. Teraz, kiedy zapoznałem się z nim lepiej, uważam, że w tej szufladzie gatunkowej jest o wiele więcej lepszej muzyki. Nightmarer i jego Cacophony of Terror brzmiało fajnie za pierwszym razem. Teraz, kiedy odtwarzam to już po raz wtóry, mam większą ochotę na zmianę płyty niż kolejny numer. Podsumowując – posłuchać jest fajnie, wracać nie ma po co…

Ocena : 5/10

Latest posts by Adam Abramowicz (see all)

Tagi: , , , , , , , , .