Nomad – „Transmogrification (Partus)” (2020)

NOMAD Transmogrification (Partus) 2020

Nie wiem co mnie bardziej zaskoczyło, niezapowiadany nigdzie nowy album Nomad czy fakt, że po długim czasie Witching Hour Productions postanowiło wrócić do wydawania muzyki zespołów innych niż Batushka. Zobaczymy jak sytuacja rozwinie się względem wytwórni, a tymczasem biorę się za Transmogrification (Partus), której premiera planowana jest na 27 marca tego roku.

Pierwsze, o czym należy wspomnieć odnośnie zawartości krążka to fakt, że płyta została nagrana w tym samym czasie co Epka, zatem jest jej logicznym rozwinięciem, bogatym w środki muzyczne i jak to w przypadku Nomad bywa – jest oryginalna. Pierwsze słuchanie nie przebiegło u mnie nazbyt pozytywnie. To muzyka trudna, ale nie niemożliwa do poznania.

Proces nagraniowy płyty trwał od 2014 roku, aż do ostatecznego masteringu w Hertz Studio w 2018, zatem bez dwóch zdań mamy do czynienia z materiałem dopracowanym i pozbawionym jakichkolwiek przypadkowych czy nieprzemyślanych ruchów. Złożone i nietypowe kompozycje to nadal ulubiony konik głównego kompozytora materiału Patryka Setha Sztybera, który – jak każdy wie – jest czwartym członkiem Behemoth, którego nigdy nie ma na zdjęciach, a na żywo jest go na scenie najwięcej. Obiecywałem sobie próbę nie naciągania muzyki Nomad do porównań z Behe i nie muszę jakoś mocno się starać, by tego postanowienia utrzymać, aczkolwiek sporo partii dałoby się pokazać jako zbieżne z kapelą Nergala (choćby w utworze The Graceful Abyss). Różnic jednak jest więcej. Na uwagę na pewno zasługuje osoba frontmana Bleyzabela, będącego jednym z bardziej charyzmatycznych i charakterystycznych wokalistów naszej sceny. Jego głębokie, mroczne liryki ubrane w growle aranżowane są gęsto, w dosyć zawiły sposób i przy użyciu dużej ilości nakładek, przez co wokal wydaje się górować nad resztą instrumentów i prowadzić słuchacza przez album. Zresztą sposób aranżu wokali w dużej mierze jest wymuszony także przez chaotyczne, połamane struktury kompozycji. Blasty, które charakteryzują brutalną sztukę, są tu ozdobnikiem, a typowo death metalowych wałków jest jak na lekarstwo. Za to mamy do czynienia z bardzo podniosłymi partiami, rozmytymi blackowymi riffami i schizofrenicznymi harmoniami, dzięki czemu album jest naprawdę wymagającym zawodnikiem. Znalezienie na tej płycie hitu jest w moim uznaniu niemożliwe, jeżeli słuchać – to tylko w całości i z zaangażowaniem, wtedy Transmogrification (Partus) nabiera sensu.

Kilka słów o kwestiach wydawniczych. Jak ostatnimi czasy przyzwyczaił nas label Withching Hour, tak i tym razem mamy do czynienia z kilkoma wersjami wydawnictwa. Mamy wersję podstawową, wypasioną z bonusem w postaci Ep Tetramorph II i winyl. Osobiście mam okazję obcować z wersją drugą i muszę przyznać, że wykonana jest w atrakcyjny sposób, i mimo iż wybieram z reguły jewelcase, to gruby digipack oceniam bardzo pozytywnie. Dwa dyski, które nie są wsuwane w karton digi co jest bardzo ważne, dwie książeczki i bogata grafika. Value for money jak najbardziej spełniony.

W sztuce Nomad od zawsze rządzi chaos, uporządkowany na ich własny sposób, z najnowszym dziełem nie jest inaczej. Transmogrification (Partus) pochłania czas, ale ostatecznie wynagradza to poświęcenie. Polecam wymagającym słuchaczom.

Ocena : 8/10

Nomad na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , , .