Non Opus Dei – Głód (2019)

Non Opus Dei jest na polskiej scenie czarnego metalu graczem nie byle jakim. 23 lata wiernego kroczenia własną drogą, 8 albumów studyjnych oraz ugruntowana pozycja na scenie, to dorobek, który budzi należne uznanie.

Pod koniec września zeszłego roku w ręce fanów trafił Głód – album nr osiem w dyskografii olsztynian. Za jego odsłuch zabierałem się jak widać dłuższą chwilę, dzięki temu jednak ze spokojem, wolny od promocyjnej zawieruchy i (często charakterystycznego dla okresu premiery) optymizmu środowiska, mogę nieco trzeźwiej spojrzeć na materiał na nim zawarty.

Nie jest tego dużo, bo nie dość, że album trwa zaledwie 36 minut (jak na Non Opus Dei to raczej standard) to jeszcze jednie 4 z 7 zamieszczonych na płycie ścieżek stanowią pełnoprawne kompozycje. Pozostałe „utwory” są raczej dźwiękowymi interludiami, spajającymi opowieść i nadającymi płycie „konceptualnego” wyrazu.

Wspomniany koncept okazuje się zresztą dość osobliwy, oto Non Opus Dei serwuje słuchaczom dźwiękową ilustrację dla opartej na ludowych wierzeniach opowieści, w której Zima – wiedziona zemstą i nienawiścią za oddawaną przez ludzi w jej ostatnich dniach cześć powracającemu Słońcu – zaklęła głód w ziemię wszystkich pól. Zaklęła siew w martwy plon. Wezwała łaknienie w wody wszystkich rzek (…) Zasiała Głód..

Omawiany zamysł, wzmocniony wyśpiewanymi charakterystyczną manierą Klimorha (w całości polskimi) tekstami stanowi w dużej mierze o sile najnowszej płyty Non Opus Dei. Oparte w przeważającej części na hipnotyzujących riffach i dysonansowych strukturach, prowadzone w średnich tempach (z okazjonalnymi przyspieszeniami), z wyraźnie przebijającą się na pierwszy plan sekcją rytmiczną utwory dostarczają jednoznacznie pozytywnych wrażeń. Trudno też wytypować z czwórki bohaterów zdecydowanego faworyta, każdy utwór z Głodu można uznać za pełnoprawny rozdział tej spójnej i utrzymanej na bardzo przyzwoitym poziomie opowieści.

Trochę mniej przekonująco wypadają niestety przerywniki, w których rolę narratorki i bohaterki przejmuje występująca gościnnie na płycie Hekte Zaren. Choć doceniam starania i wykonawcze zaangażowanie, ciężko mi poddać się stworzonej przez wokalistkę kreacji i uwierzyć w jej autentyczność. Nie wykluczam, że pomocna w tej kwestii mogłaby okazać się prezentacja materiału w warunkach scenicznych, studyjnie wyszło jednak “umiarkowanie dobrze”.

Mimo wszystko, przyznać trzeba, że Non Opus Dei dodało do swojej dyskografii kolejny godny tytuł, który docenić powinni nie tylko słuchacze polskiego bm, ale też (szczerzej) sympatycy muzyki niosącej klimatyczne, intrygujące treści.

Ocena: 7/10

Synu

Tagi: , , , , , , .