Nordland – “The Dead Stones” (2018)

5 albumów i jedna EPka – tak przedstawia się dorobek brytyjskiego black metalowego Nordland, będącego projektem niejakiego Vorha. Jak na jednoosobowy projekt jest to liczba dosyć imponująca, tym bardziej biorąc pod uwagę fakt, że Anglik na pomysł przedstawienia światu swojej muzyki wpadł dopiero w 2011 roku. Braku płodności (przynajmniej tej twórczej) nie można mu zarzucić, zeszłorocznego materiału wydanego przez Satanath Records i More Hate Productions jest jak na black metalowy krążek bardzo dużo – bo blisko godzina. Ilość nie zawsze idzie jednak w parze z jakością. Jak jest w tym przypadku?

Niestety bardzo różnie. Vorh stara się urozmaicić ten swój surowy acz przygnębiająco melodyjny black metal częstymi i gęstymi zmianami tempa – tutaj na chwilę zwolni, dając słuchaczowi chwilę wytchnienia (jak na przykład w tytułowym The Dead Stones), tam zagra jakąś znakomitą solówkę, której chciałoby się słuchać w nieskończoność (Leave My Body to the Crows), gdzie indziej znowu zaatakuje rzadko spotykaną na krążku nawałnicą blastów. Chwała mu za to, bo dzięki temu rozwój sytuacji na albumie można śledzić z autentycznym zainteresowaniem, i to pomimo pewnych jego wad, które trudno ukryć. Nie można przyczepić się również do gitarowych umiejętności odpowiedzialnego za Nordland człowieka i jego zdolności do kreowania melodii – facet potrafi stworzyć coś pięknego i trochę szkoda, że jego fantazji nie starczyło na więcej niż cztery wałki.

No bo gdy za Leave My Body to the Crows, Hunted by Pan, The Oceans Above Us oraz The Dead Stones ręce same składają się do oklasków, to niestety pozostałej części utworów uczucie „wow” już nie towarzyszy. Jest to solidnie wykonane rzemiosło, w którym jedynie krótkie fragmenty potrafią się wybić i zostać w pamięci na dłużej – kilkunasto- bądź też kilkudziesięciosekundowe momenty nie tłumaczą jednak, dlaczego to wszystko na ogół trwa po sześć lub też siedem minut. Nie obraziłbym się, gdyby ten krążek został skrócony o jakieś dziesięć minut– na przykład kosztem pierwszych dwóch utworów, które do dyskografii Nordland nie wnoszą niczego ponad to, że są. Drażniący jest również mix, w którym bardzo często ginie perkusja, a wokalowi Vorha zdarza się przegrywać walkę ze swoimi instrumentami – szkoda, bo wydaje się całkiem niezły.

W drugim akapicie „szkoda”, w trzecim „szkoda” i w podsumowaniu też – szkoda. Szkoda, bo Anglik ma spory potencjał, który w kilku numerach udaje mu się w pełni zaprezentować, jednak przez większość czasu jest po prostu okej, bez szczególnych zachwytów. Niemniej moim zdaniem warto się The Dead Stones zainteresować – chociażby dla tych czterech utworów, które stanowczo wybijają się przed szereg. Biorąc pod uwagę częstotliwość wypuszczania przez Nordland nowych porcji muzyki, czegoś nowego będzie można spodziewać się już w przyszłym roku – może wtedy będzie jeszcze lepiej?

Ocena: 7/10

Nordland na Facebooku

 

Łukasz W.

Powinno być ciężko.
Ale w sumie to nie musi.
Łukasz W.

Latest posts by Łukasz W. (see all)

Tagi: , , , , , , , .