Nyktophobia – Fallen Empire (2017)

Tym razem zasiadłem do płyty, która swoje odleżała, czekając w kolejce. Trochę minęło nim dotarła do redakcji, potem do mnie, a następnie do odtwarzacza. Łącznie minęło tyle czasu, że zespół ma w zanadrzu kolejny album. Mowa o zespole Nyktophobia i ich debiutakckiej płycie Fallen Empire, która promowana jest samodzielnie przez zespół.

Projekt przyszedł na świat w 2015 roku, zrodził się w głowie gitarzysty i głównego kompozytora muzyki Michael’a Tybußeka. Dołączyli do niego perkusista Christian Timmer i wokalista o znajomo brzmiącym nazwisku Tomasz Wiśniewski (Dawn of Disease). Muzyka projektu oscyluje w klimatach starego szwedzkiego death metalu z małymi wstawkami z pogranicza black. Coś w stylu wczesnego Amon Amarth, Edge of Sanity, Night In Gales, a może nawet Unleashed. Pomimo rzucania takimi górnolotnymi porównaniami, Fallen Empire sporo brakuje do legendarnych załóg. Materiał utyka wśród skostniałych patentów i nieporywających pomysłów. Może gdyby brzmienie było lepsze odebrałbym debiut Nyktophobia lepiej. Niestety jest płaskie i „komputerowe”, a sound perkusji wręcz irytujący. Nie twierdzę, że płyta jest tragiczna, bo nie jest, ale nie ma też w niej nic, co mogłoby ją wyróżnić i zainteresować. Ot, kolejny, stworzony w domowym zaciszu krażek, jakich sporo. Brakuje tu iskry, ognia, który by podpalił metalowe serca.

Jest jednak parę ciekawych momentów. Podoba mi się jeden z wolniejszych utworów, nosi tytuł Leviathan i ma w sobie coś z Dissection z czasów The Somberlain. Ciekawie brzmią też melodyjne gitary do wtóru blastu w Flight of the Phoenix. Odpowiada mi też w nim zwrotka utrzymana w klimacie pierwszej płyty Amon Amarth (zaznaczę tu, że obecne oblicze AA jest dla mnie nie do przyjęcia, za to pierwsze trzy płyty lubię).

Zrecenzowanie Fallen Empire okazało się dla mnie ciężkim zadaniem. Jako osoba udzielająca się od wielu lat w zespole, bardzo ostrożnie podchodzę do krytyki innych muzyków. Zawsze będę wspierał każdy band, każdego muzyka, który stara się tworzyć, działać, budować produkt. Zamiast siedzieć przy YouTube i wymądrzać się co jest słabe, a co najgorsze. Takie mądre głowy z reguły same sobą niczego nie reprezentują i psują tylko humor ludziom, którzy mają coś do powiedzenia. Niestety, jakkolwiek bym chciał i wspinał się na wyżyny tolerancji, jeżeli chodzi o Nyktophobia, muszę przyznać, że pomimo paru ciekawszych momentów, całość się nie broni. Zaraz po napisaniu recenzji sprawdzę nowy singiel i liczę na to, że skopie mi dupsko, ale na ten moment ocena niska.

Ocena : 5/10

Nyktophobia na Facebooku’u.

Tagi: , , , , , , .