One Day In Fukushima – “Ozymandias” (2018)

Siedzisz sobie spokojnie jak gdyby nigdy nic, relaksujesz się wieczorem przeglądając internety, i nagle a niespodziewanie trafiasz na płytę która robi z ciebie sito. Szybko przełączasz karty przeglądarki na YouTube, myśląc, że trafiłeś właśnie na jakieś głęboko schowane nagrania Misery Index albo Gadget, a tu okazuje się, że nie. Za ten foniczny odpowiednik nuklearnego tsunami odpowiada ekipa bardzo świeża i nieznana. Panie i panowie, oto One Day In Fukushima.

Ozymandias to ich pierwszy longplay, wydany po kilku splitach i demówkach przez Eclectic Productions. Zawiera osiemnaście numerów które łącznie składają się na dwadzieścia dwie minuty dewastacji spod znaku grindcore’u najlepszego sortu.

Blastujący Chrystusie, jaka ta płyta jest intensywna. Podczas gdy większość płyt grindcore’owych wrzuca jednak jakieś zwolnienia, by nie zakatować słuchacza całkowicie, Włosi z Fukushimy zachowują się, jakby celowo wymontowali z swojej śmierćmaszyny wszelkie elementy choćby zbliżone do hamulców. Pozostała głównie przemoc. Nie myślcie sobie jednak, że to tępe, jednolite i nieodróżnialne na dłuższą metę łomotanie. Wręcz przeciwnie, Ozymandias jest zaskakująco zróżnicowany i przemyślany. Poza strzałami sprowadzającymi cię do parteru w “standardowym stylu” zawiera także inne zagrywki. Lubisz pomoshować przy klimatach rodem z Get The Shot? Odpalaj Sawney’s Eyes, spocisz się nawet w domowym zaciszu. Ubóstwiasz crossover thrash a’la Municipal Waste? Na Bergolio’s Fistful of Sanctity na bank poczujesz się jak na imprezie. Podoba ci się Ancst i ich mieszanina crustu i black metalu? Serwujemy La Giustizia Degli Spaventapasseri. Uważasz, że pięć sekund wystarcza, by przedstawić wartościowy kawałek? Znajdziesz je na Ridursi Al Niente. One Day In Fukushima nieustannie żongluje nawiązaniami, stylami i pomysłami, każdy podając w swoim stylu. Prawdopodobnie dlatego ta płyta tak mnie zmiotła. Nuda tutaj jest po prostu fizycznie nieosiągalna. Miks szaleńczego grindcore’u, punkowej taneczności, deathgrindowej przemocy i przede wszystkim pasji i wyczuwalnej radości z grania: to właśnie Ozymandias. Wszystko skwitowane surowym brzmieniem z wyczuwalną tendencją do samoróbstwa. Jednym słowem: bajka.

Im dłużej siedzę w muzyce ekstremalnej, tym większy procent płyt, na które trafiam bądź czekam, zawodzi mnie lub nie potrafi zainteresować. Ale pomimo tego, są perły, dla których warto szukać dalej. One Day In Fukushima jest taką właśnie perłą i, przynajmniej dla mnie, najlepszym dotychczas debiutem bieżącego roku.

One Day In Fukushima na Facebooku

Ocena: 9,5/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , .