Orakle – „Eclats” (2015)

W szalejącym ogromie wydawnictw metalowych, często zdarza mi się ominąć, oczywiście nie intencjonalnie, jakiś album. Taki objazd miałem z ostatnią jak do tej pory, a trzecią z kolei, płytą francuskiej grupy Orakle o nazwie Eclats. Krążek ten wyszedł pod egidą Apathia Records w maju 2015 roku.

Muszę przyznać, że francuska black metalowa scena, z której pochodzi Orakle, wielce mnie interesuje i fascynuje. Wiele z tamtejszych kapel cenię wysoko i znam od lat. Orakle poznałem stosunkowo niedawno, ale ich muzyka szybko przypadła mi do gustu.

Zespół zaczął być zauważany od czasów pierwszej Ep – L’ineffable émoi… de ce qui existe. Porównywano ich wtedy do symfoniczno-awangardo-black metalowych tuzów z Norwegii, a mowa tu o zespołach Emperor i Arcturus. Teraz, po siedmiu latach nieobecności, od czasów Tourments & Perdition, ich styl się nieco zmienił. Co prawda, w ich muzyce nadal słychać echa przesławnego Arcturus, jednakże w dźwiękach Eclats często przebija się wpływ muzyki jednego człowieka – a jest nim Ihsahn. Do struktur kompozycji ich trzeciej płyty należy dorzucić jeszcze progresywne patenty przesławnego Opeth oraz szczyptę specyficznych wibracji Norwegów z Solefald. W ten sposób mniej więcej będziecie mieli pojęcie o ich trzecim wydawnictwie.
Pomimo tych wszystkich porównań, muzyka Orakle pozostaje oryginalna oraz… francuska. Głównie poprzez teksty. Frontman Frédéric A. Gervais i perkusista Pierrem “Clevdh” Pethe są współautorami liryków Eclats, i tak jak na wcześniejszych wydawnictwach – wszystkie teksty są francuskojęzyczne. Dla niektórych przyzwyczajonych do wszechobecnego języka angielskiego w muzyce, a nie znających wcześniejszych wydawnictw Orakle, francuski wokal może być minusem. Osobiście słuchając dźwięków z tego krążka, nie potrafię sobie wyobrazić cenionego w światku muzycznym angielskiego wplecionego w ich muzykę. Atmosfera Eclats tylko straciłaby wtedy na wartości.

A co do samej muzyki, inspiracje wyżej wymienionych zespołów są jakby wypadkową tego, co Orakle uczyniło na Eclats. Nie brakuje tu jednak ich indywidualnego podejścia do tworzenia progresywno-awangardowej muzyki. Kiedyś black metal był trzonem ich muzyki. Teraz nadal można znaleźć pozostałości po tej czarnej sztuce, ale utrzymuje się ona jednak gdzieś na poziomie 10-15 %. Za to cała reszta to rewolucyjne struktury, wymagające od słuchacza pełnej uwagi, gdyż kompozycjom Eclats bliżej jest do progresywnego rocka, niźli do tego, co Orakle tworzyli wcześniej.

Kultywując mieszankę gatunków i stylów gry w muzyce awangardy, Francuzi nagrali wręcz sztampowy album. Starych wyjadaczy takich dźwięków zapewne nie zdziwią jazzowe wstawki (np. w postaci dźwięków saksofonu w Bouffon existentiel), wręcz neoklasyczne motywy (Le sens de la terre), albo mieszankę tych dwóch (Humanisme vulgaire), wszystko to odpowiednio pokręcone i wyważone, i jak to bywa w tego typu muzyce, zmiany przychodzą nagle i jest ich dużo. Kompozycji jest osiem i żadna z nich nie przebija się nad innymi. Całości słucha się jak jeden, prawie godzinny utwór, który niestety może ciut znużyć, gdyż brak w nim jakiś wzlotów, jakiś hitów. Nieobecność przebojowości w melodiach trochę może zachwiać ocenę tego dzieła.

Jak na taką różnorodność muzyczną na Eclats, Panowie z Orakle postawili raczej na spójność brzmieniową. W odsłuchu nie zaskakują obecnością wielkich przestrzeni, brzmienie instrumentów jest zbite, w zagęszczonych partiach ciężko wyłuskać i śledzić odpowiednie partie. Za tym zabiegiem ukrywają się pozostałości po tworzeniu black metalu w przeszłości.

Orakle na swojej trzeciej płycie zafundował nam progresywną awangardę wysokich lotów. Pięć lat tworzenia siebie od nowa przyniosło fenomenalne rezultaty. Jak do tej pory to Opus Magnum tej grupy. Pomimo tego, że Eclats jest znakomitym dziełem, boję się, że album ten przepadnie w niesamowicie gęstej metalowej zupie, gdzie tylko nielicznym dane jest pływać po jej powierzchni. Szkoda.

Ocena: 8,5/10

 

Orakle na Facebooku.

Tagi: , , , , , , , .