Outer Heaven – „Realms of Eternal Decay” (2018)

Wytwórnia Relapse Records ma sporą historię i zasługi w odnajdywaniu perełek – nie tylko brutalnej sceny. Czy zespoły kręcą się w klimatach death metalu, hardcore’u, czy w innym gatunku, jedno zawsze je łączy, jest to mianowicie oryginalność i niepowtarzalność. Gdy inne wytwórnie odpuszczają sobie trudniejsze tematy, tak Relapse się w nich wielbi, dzięki czemu mają swój wkład choćby w pozycję takich załóg jak brutalny Nile czy Mastodon. Spuścizna tego labelu niejako nakazuje sprawdzać jej premiery i zakładać ich wysoki poziom. Do Outer Heaven nie trzeba było mnie wielce przekonywać bo reprezentuje klimaty, które dominują w moim odtwarzaczu, przez co bez marudzenia zabrałem się za słuchanie ich debiutu zatytułowanego Realms of Eternal Decay, wydanego w październiku 2018.

Pierwsze, co przypadnie fanom old schoolowego death metalu do gustu, to utrzymana w starym stylu lat 90. okładka i logo zespołu z gatunku „jak nie wiem co jest napisane, to nie rozczytam”. Cover stworzył Matt Stikker, którego prace nawiązują do głębokich źródeł gatunku i prac w stylu Altars of Madness Morbid Angel. Na froncie Realms of Eternal Decay dzieje się wiele, a jednocześnie mało co jest urokiem i znakiem charakterystycznym dla prac utrzymanych w tej stylistyce i wystarcza, by zwrócić uwagę odpowiednich kręgów.

Muzycznie Outer Heaven wali bez skrępowania w mieszankę chaotycznej brutalności Immolation z surowym brzmieniem Incantation, nie omijając po drodze zamiłowania do klasyków gatunku. Wszystko to zespół aranżuje w dosyć nowoczesny sposób, urozmaicając kompozycje na tyle, by nie stały się zlewem brutalności. Ekstremum brzmieniowe i muzyczne okiełznane jest w odpowiednim stopniu, aby stworzyć wiele zapamiętywalnych momentów, które na żywo niewątpliwie pokazują dopiero swoją pełnię mocy. Świetnym tego przykładem jest rozpoczynający płytę Vortex of Thought z wręcz d-beatowym początkiem, motorycznym środkiem i miażdżącym ciężarem końcowym. Przykładów bardzo dobrych kompozycji jest więcej, choćby walcowy Pulsating Swarm czy utrzymany w średnim tempie Echoes From Beyond, ale prawda jest taka, że album jest wyrównany i nie ma na nim utworu, który mógłby być przeze mnie uważany za zbędny.

Realms of Eternal Decay jest zwarty jak poślady, po babcinym bigosie zapitym zimną wodą. Niczego bym na nim nie zmienił, dołożył czy wyciął. Jak na pełnoczasowy debiut Amerykanie trafili w punkt, zamiatając wielu dinozaurów i scenicznych pewniaków.

Ocena: 8.5/10

Outer Heaven na Facebook’u.

Tagi: , , , , , , , .